**Oczami Anastasii**
Gdy już wszystko w miarę się unormowało,nikt nie powracał do sprawy z przed kilku dni.Po prostu wszystko ucichło,tak jakby tego nie było.Pogodziłam się z tym,jednak coś nie dawało mi spokoju. Nie pamiętam zupełnie nic,odkąd Justin pociągnął mnie za rękę,mówiąc że będzie fajnie.Jakim cudem podeszłam do jeziora,wiedząc,że nie umiem pływać? Jak w ogóle tam wpadłam,lub weszłam? Te pytania zadaję sobie w kółko,ale nie umiem odnaleźć logicznego rozwiązania.Nie chciałam do tego wszystkiego znów powracać,bo wiedziałam,że i tak się pewnie nie dowiem.
*****
Był leniwy ranek,jak każdy inny.Kiedy otworzyłam oczy,zobaczyłam,że nie ma Justina obok mnie.Przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek,stojący na nocnej szafce.
- Mm...już dziesiąta. - Mruknęłam cicho leniwie, podnosząc resztę swojego ciała .Wstałam z łóżka kierując się powolnym krokiem w stronę kuchni,gdzie - jak z resztą się spodziewałam - wszyscy już siedzieli.
- Witam wszystkich - Pomachałam ręką i podeszłam do blatu w kuchni.
- Księżniczka się wyspała? - Spytał Justin,podchodząc do mnie i obejmując mnie w biodrach.
- Owszem. - Lekko zachichotałam i dałam mu buziaka w usta,lekko przygryzając jego dolną wargę.Chwyciłam moją drobną dłonią jego kubek z herbatą,wzięłam łyk napoju,patrząc się w Justina oczy.
-Czy to nie moja herbata?-spytał,patrząc na mnie unosząc brew ku górze.
-Już moja.-Odpowiedziałam do niego się uśmiechając.Justin przejechał ręką wzdłuż mojego ciała,miałam na sobie jego koszulkę,w której przez cały czas śpię odkąd jesteśmy razem.Obserwowałam każdy jego ruch z uśmiechem,nie zwracaliśmy uwagi że przez cały czas obserwują nas inni członkowie tego domu,liczyliśmy się tylko my.
-Ty jesteś moja.-powiedział mój chłopak,patrząc mi się prosto w oczy.Justin lekko musnął moje usta swoimi,po czym stanął przy stole odsuwając krzesło i ręką wskazywał abym na nie usiadła.Ruszyłam w stronę chłopaka,zajmując miejsce które pokazywał.
- Wiecie... - Urwał. - Nie to,że się chwalę,ale to ja zrobiłem dziś obiad. - Uśmiechnął się triumfalnie Louis,patrząc na to jak zareagujemy.
- Wiesz...Nie chcę się chwalić,ale ty nie umiesz gotować. - Zaśmiała się Ashley,po czym przytuliła chłopaka.
- Ale dziś wyszło wspaniale. - Chłopak podniósł lekko kąciki ust.
Usiadłam i bacznie przyglądałam się rozmowie,kiedy w pewnym momencie zauważyłam,że nie ma Annie i Harrego.
- Mogę coś powiedzieć? - Spytałam,podnosząc dwa palce w górę
Wszyscy pokiwali głową na znak,że dadzą mi dojść do głosu.
- Gdzie nasza parka numer trzy? - Spytałam,rozglądając się po pokoju. - Byłam pewna,że jak schodziłam,to jeszcze tu byli.
- Byli..- Urwała Ashley. - Jakieś czterdzieści minut temu. - Spojrzała na mnie. - W jakim ty świecie żyjesz?
Nie odpowiedziałam.Widocznie myśli pochłonęły mnie do tego stopnia,że straciłam orientacje,co dookoła mnie się w ogóle dzieje.
Czas tak szybko upłyną,że ledwo zorientowałam się że siedzę sama przy stole.Po chwili postanowiłam że wezmę prysznic,powędrowałam do łazienki,która znajdowała się tuż obok naszej sypialni.
Odkręciłam korek z gorącą wodą i pozwoliłam kropelką,rozgrzać moje zziębnięte ciało.
Polałam moją twarz gorącą wodą,od razu zrobiło mi się lepiej.Mogłabym stać tam godzinami.Z zamkniętymi oczami,sięgnęłam po szampon,który stał na półce.Kiedy tylko uchyliłam wieczko,poczułam piękny,truskawkowy zapach,który mogłabym wąchać bez przerwy.Nałożyłam na włosy i zaczęłam pocierać skórę głowy.W pewnej sekundzie usłyszałam,dźwięk uchylanych drzwi,jednak nie przejęłam się tym.
- Księżniczko... - Usłyszałam głos za zasłony,za którą stałam. - Idę do sklepu,chcesz coś ?-spytał.
- Nie ,dziękuję..-Gdy usłyszałam trzask drzwi kontynuowałam prysznic.
Spłukałam różową pianę z głowy i zakręciłam korek.Otuliłam mokre ciało,miękkim,białym ręcznikiem.Stanęłam przed wielkim,zaparowanym lustrem.Otwarłam je swoją dłonią i zaczęłam rozczesywać gęste włosy.Zrobiłam to całkiem sprawnie.Wzięłam suszarkę do ręki i potraktowałam moje mokre włosy,gorącym powietrzem.Po chwili były suche i splotłam je w niedbały warkocz,który wisiał mi na prawym ramieniu. Założyłam szorty oraz dżinsową koszulę. Kąpiel zajęła mi dłużej niż myślałam,bo ponad półtorej godziny.Kiedy weszłam z powrotem do salonu,zobaczyłam,że wszyscy czekali już na mnie przy stole,z obiadem,który - jak sam mówił - Zrobił Louis.Byłam ciekawa tego co przygotował.Miałam tylko nadzieje że w tym posiłku nie będzie mięsa.Lou nigdy w życiu nie gotował,a przynajmniej nam.Wyglądało na całkiem smaczne,chociaż wyglądem przypominało zmieszany makaron,ze wszystkim co tylko znalazł w naszej kuchni.Usiadłam na krześle,które było wolne - Jak zwykle przy moim chłopaku.
- Czekaliśmy na ciebie,nie chcesz spróbować tego oto przepysznego dania? - Zaśmiała się Annie,pokazując na talerz.
Spojrzałam na minę Tomlinsona,widząc,że wyczuł ironię.
- Przepraszam. - Uśmiechnęłam się lekko,patrząc w stronę Lou,Annie i Stylesa.
Spróbowałam mały kęs,potrawy i w życiu bym nie powiedziała,że to mogłoby być takie pyszne.
Ale do głowy znów wpadły mi te same myśli co codziennie.W końcu nie wytrzymałam,odłożyłam widelec i wstałam od stołu.
- Możecie mi powiedzieć? - Urwałam,patrząc na zaskoczone miny.
- Anastasia...Ale co? - Wykrztusił Justin.
- To co się działo.Dlaczego byłam w szpitalu.Jakim cudem weszłam lub wpadłam do tej wody? - Lekko poirytowana mówiłam,rozglądając się na wszystkich. - Unikacie tego tematu jak ognia a ja zupełnie nic nie wiem,nic nie pamiętam.
- Aaa,to chcesz wiedzieć. - Powiedział Harry,uśmiechając się.
- My ci to powiemy. - dołączył Louis.
Patrzyłam na chłopaków z myślą że jednak oni powiedzą jak na prawdę znalazłam się w szpitalu.Słuchałam ich historii zupełnie zszokowana,nie mogłam uwierzyć w to,że przyjaciółki mnie okłamały.Opuściłam głowę,włosy opadły mi na twarz.Sięgnęłam talerz i wrzuciłam go do zlewu
-Nie jestem już głodna.-Powiedziałam,po czym poszłam na górę.Rzuciłam się na łóżko.Próbowałam wszystko poukładać sobie w głowie.Tak na prawdę ja chciałam znać tę historię,może one robiły to aby mi nie było smutno?.Po godzinie myślenia,usłyszałam uchylające się drzwi w pokoju.Ku moim oczom ukazał się Justin,przewróciłam oczami na jego widok. Z pod głowy wyciągnęłam poduszkę która powędrowała w jego stronę.
-Nie gniewaj się na mnie.-Powiedział błagalnym tonem.Przez chwilę na niego patrzyłam,później położyłam się plecami do Justina.Poczułam że łóżko się ugina pod ciężarem chłopaka.Chwycił mnie za biodro i odwrócił w swoją stronę.Patrzyłam na niego ze łzami w oczach.Nie wiem dlaczego zaczęłam płakać,chyba dlatego że czułam się oszukana przez najważniejsze osoby w moim życiu.
**Oczami Ashley**
Stwierdziłyśmy z Annie,że tak nie może być.My nigdy się nie kłóciłyśmy,chciałyśmy dla niej dobrze,a wyszło jak zwykle,czyli źle.Postanowiłyśmy do niej pójść i jakoś załagodzić sytuacje.Stałam z koleżanką przed sypialnią pary,zastanawiając się czy to jest dobry moment,by tam wejść.Myślę że musimy pokazać,że nam zależy.
- Anastasia.. - Urwałam.
Poczułam na sobie morderczy wzrok. - Możesz nas wysłuchać? - Spytałam,cicho podchodząc do łóżka.
Anastasia usiadła na łóżku,patrząc na podłogę.Widać było,że próbuje sobie wszystko przemyśleć,dałyśmy jej chwilę.Obok niej siedział Justin i głaskał ją po plecach,próbując wszystko załagodzić.Nie wiedziałam że może tak to wszystko przeżyć,rozumiem że jest po przejściach ale nigdy nie sądziłam że pokłócimy się do takiego stopnia że nawet nie będzie chciała na nas popatrzeć.
- Okej. - Urwała. - Mów. - Powiedziała do nas stanowczo.
- Słuchaj uważnie. - Podeszłam szybko do dziewczyny i złapałam ją za ręce,patrząc jej w oczy. - My chciałyśmy twojego, zarówno i chłopaków szczęścia.Nie chciałyśmy wszystkiego zepsuć. - Urwałam. - Gdybyśmy ci powiedziały...byłoby gorzej.Na prawdę nie chciałyśmy dla niej źle,nam też było trudne jej skłamać ale stwierdziłyśmy że to będzie najlepsze rozwiązanie,powinna to zrozumieć.Próbowałam postawić się w sytuacji przyjaciółki i zrozumiałam że trudno byłoby mi przyjąć do wiadomości że zostałam okłamana przez najważniejsze osoby w moim życiu.
Dziewczyna chwilę się nie odzywała i patrzyła w podłogę.Uszanowałyśmy to i czekałyśmy spokojnie.Stałam patrząc na jej twarz,miałam ochotę rozpłakać się jak małe dziecko,chciałam podejść do niej i przytulić ją tak jak za dawnych lat.
- Okej. - Przerwała. - W sumie to macie rację. Może to i dobrze. - Wstała z łóżka i przytuliła nas. - Ale powiecie mi jaka była prawda? - Spytała.Po słowach Any kamień spadł mi z serca.Postanowiłam jej wszystko po kolei wytłumaczyć.
- Było tak,że chłopaki wpadli na super pomysł. - Pzewróciłam oczami,kierując wzrok na Harrego i Justina,którzy stali obok. - Wepchnęli cię do wody,bo pomyśleli,że to będzie mega zabawne. - Urwałam. - A gdy zaczęłaś się topić,oni myśleli,że chcesz ich tylko nastraszyć,ale niestety nie było po ich myśli.Skończyłam wypowiedź patrząc na jej mimikę twarzy.
Dziewczyna nie odezwała się. Poprosiła byśmy wyszli z pokoju,chciała zostać sama z Justinem.Spęłniliśmy jej prośbę i zeszliśmy na dół.Nagle skończyły nam się tematy do rozmowy,panowała niezręczna cisza.
Po chwili usłyszałam ciche stukanie o schody.Podniosłam wzrok ku hałasowi którego usłyszałam i zobaczyłam Anastasię.Nie była już smutna,jej uśmiech było widać na kilometr.Było widać że para się pogodziła.Spoglądałam na parę z uśmiechem,gdy wiedziałam że Ana nie jest już na nas zła.Wszyscy wstali i spojrzeliśmy się na parę,która właśnie do nas szła.
- Mamy super pomysł. - Powiedział Justin,uśmiechając się i przytulając od tyłu swoją dziewczynę. - Dacie się namówić na potrójną randkę? - Spytał podekscytowany,patrząc na nasze miny.
- Może i to nie jest zły pomysł. - Powiedział Harry,patrząc na Annie i widać było,że doskonale dogadali się wzrokowo.
- A co ty na to,Ashley? Louis? - Spytał Justin.
- Jak wszyscy to i my. - Powiedział Louis i lekko musnął moje wargi swoimi.
- To o której? - Spytałam,rozglądając się za butami.
- Za pół godziny. - Powiedziała Anastasia z uśmiechem na ustach.
Spodobał mi się sposób,w jaki chłopcy chcieli przeprosić za to wszystko Anastasię oraz nas. Nigdy nie byliśmy na potrójnej randce,ale myślę,że będziemy się dobrze bawić.Mam nadzieje że Ana wyjdzie zadowolona z tego spotkania.
Poszłam na górę,do pokoju mojego i Louisa,by poszukać odpowiedniej sukienki na tę okazję.Gdy otwarłam drzwi,ujrzałam Tomlinsona na łóżku,na sobie miał tylko czarne rurki.Spojrzałam na niego zalotnym wzrokiem i zaczęłam się śmiać.
- Nie rób tak. - Zaśmiał się. - Nie w tej chwili.
Uśmiechnęłam się i za prośbą chłopaka,przestałam.Podeszłam do szafy i rozsunęłam drzwi.Było tam mnóstwo sukienek i nie wiedziałam na którą się zdecydować.Przekładając wieszaki,zobaczyłam krótką,czarną sukienkę.Postanowiłam,że ta będzie idealna na tą okazję.
Poszłam do łazienki i przebrałam szorty na elegancką sukienkę.Spięłam włosy w wysokiego kucyka,uwalniając grzywkę.Jak zwykle ja szykowałam się najdłużej,gdy wygrzebałam się do salonu,wszyscy byli już gotowi.Chłopcy byli ubrani w eleganckie koszule a dziewczyny w piękne sukienki.
Wszystkie miałyśmy piękne,czarne szpilki. Idąc pod rękę weszłyśmy do busika.My siedziałyśmy z tyłu,chłopaki z przodu.Nie mogłyśmy się już doczekać,nie wiedziałyśmy,gdzie nas zabiorą.
Patrząc w okno,zamyśliłam się.Nawet nie wiem o czym,ale czas tak szybko minął,że nawet nie zdążyłam się zorientować,jak długo jechaliśmy.
- Proszę,jesteśmy na miejscu. - Drzwi się otwarły i ku moim oczom pokazał się uśmiechnięty Louis.
Wyszłam z samochodu i dałam rękę Louisowi.
Obok mnie stały dziewczyny,widać było,że również były szczęśliwe.Weszliśmy do eleganckiej restauracji, z wyglądu przypominała taką,na którą nigdy nie byłoby nas stać.I tak też było.
- Zarezerwowaliśmy stolik numer piętnaście. - Powiedział Harry,patrząc na panią,która pomagała nam zdjąć kurtki.
Zaprowadziła nas do miejsca,gdzie mieliśmy siedzieć.Usiedliśmy na miękkie krzesła i podano nam menu. Była tam wiele pysznych potraw,nie mieliśmy pojęcia co wybrać.
- Co chcesz skarbie? - Powiedział Harry,łapiąc Annie za rękę i głaszcząc ją swoim kciukiem.
- Chyba wezmę po prostu naleśniki. - Uśmiechnęła się Annie.
- Też się na nie zdecyduję. - Powiedziałam zgodnie z Anastasią i zaczęłyśmy się śmiać.
Gdy podeszła ta sama pani,co na początku,chłopcy złożyli nasze zamówienia.Do tego poprosiliśmy o lampkę białego wina,które dostaliśmy prawie od razu.
Zaczęliśmy rozmawiać i popijać alkohol.Było bardzo przyjemnie,jak nigdy dotąd.Dosyć szybko dostaliśmy potrawy,zaczęliśmy jeść.Było niesamowicie dobre,chociaż cena była wyższa niż mojego telefonu.Milczenie przerwał dzwonek,od razu poznałam,że to komórka Harrego.
- Przepraszam,muszę odebrać. - Powiedział Harry,oddalając się od swojego miejsca.
Nie było go krótką chwilę.Gdy podchodził,patrzył się na Justina i widać było na pierwszy rzut oka,że chłopak wie już o co chodzi.
- Przepraszam na chwilę. - Justin wstał od stołu,dając buziaka Anastasii.
- Gdzie oni poszli? - Powiedziała podenerwowana Annie.
- Pewnie do toalety. - Powiedział Louis. - Wiecie. - Urwał. - Też muszę pójść. - Na jego twarzy pojawił się sztuczny uśmiech i chłopak szybko zniknął nam z oczu.
- Co tu się do cholery dzieje? - Spytałam,patrząc za chłopakami.
- Spokojnie,jestem pewna,że zaraz wrócą. - Powiedziała Annie.
Byłam pewna,że coś się stało.Zachowywali się nienaturalnie,jakby się czegoś wystraszyli.Czekałyśmy chwilę cierpliwie,kiedy nagle poczułam wibracje w małej torebce,którą trzymałam na kolanach.
" Musieliśmy wyjść.Bardzo nam przykro i przepraszamy.Wróćcie do domu w całym kawałku i rozglądajcie się uważnie.Jeśli ktoś wyda wam się podejrzanie,to uciekajcie.Od razu."
Był to sms od mojego chłopaka.Powiedziałam o tym dziewczyną.Lekko się zaniepokoiłyśmy Wyjęłam z torebki portfel Louis'a i zapłaciłam za kolacje.Wyszłyśmy z restauracji.Wszyscy wydali nam się podejrzani.Zwłaszcza pewien chłopak.Szedł za nami odkąd wyszłyśmy.Był ubrany na czarno,miał na głowie kaptur i przeciwsłoneczne okulary.Nie odzywał się jednak do nas.Pomyślałyśmy,że po prostu jesteśmy teraz przewrażliwione.Chłopak szedł za nami aż pod sam dom.Na szczęście to nie było bardzo daleko.Gdy tylko weszłyśmy do środka,dostałam kolejną wiadomość.
"Myślę,że zdążyłyście już dojść do domu.Mam nadzieję,że w jednym kawałku.Kolejny krok to zamknąć wszystkie drzwi i okna.W tej chwili.Nie wychodźcie aż nie wrócimy do domu."
Zaczęłyśmy być przerażone. Nie często dostaje się takiego typu wiadomości od chłopaka.Mam nadzieję,że próbują nas tylko nastraszyć. Od razu pobiegłyśmy na górę i zamknęłyśmy wszystkie okna.Na szczęście były na kluczyki.Annie i Anastasia zajęły się oknami na dole i drzwiami.
Zrobiłyśmy wszystko o co nas proszono.Usiadłyśmy przerażone na podłodze i czekałyśmy na kolejny znak,zastanawiając się,gdzie poszli i jaki to ma związek z nami.Siedziałam przerażona.
Nie długo musiałyśmy czekać na kolejnego sms'a.
"Udało wam się? To świetnie.Grzeczne z was dziewczynki.Kolejnym krokiem jest zgaszenie świateł.Ściemnia się,a nam bardzo zależy,żeby "nikogo nie było w domu". Oczywiście macie tam zostać,tylko nie dawajcie żadnych oznaków życia."
Nic nie odpisywałam.Wstałam tylko,żeby upewnić się,że każde światło jest wyłączone.
***Oczami Annie***
Postanowiłam wyłączyć prąd.Tak byłoby bezpieczniej.Wstałam i pośpiesznie poszłam do piwnicy,by to zrobić.Było potwornie ciemno,bałam się,ale chciałam to zrobić,by ratować nam,lub chłopakom skórę.
Teraz byłyśmy pewne,że światła są wyłączone. Poszłam do dziewczyn i siedząc na dywanie,przytulałyśmy się.Łzy nam ciekły z oczu,chłopcy nie dawali nam żadnych oznak,nie miałyśmy pojęcia co robić i po co nam to wszystko.Strasznie się bałam tego co może wydarzyć się parę godzin.Męczyło mnie pytanie gdzie jest przez ten cały czas Harry,dlaczego nie siedzi przy mnie?
Po chwili dostałyśmy kolejne wiadomości.
"Spisałyście się na medal.Jesteście wspaniałe.Będziemy za godzinę.My otworzymy sobie drzwi sami.Macie nikogo nie wpuszczać.Rozumiemy się? A i jeszcze coś ważnego.Jeśli listonosz przyjdzie za piętnaście minut,nie odbierajcie od niego nic,a zwłaszcza żadnych paczek.Jasne?"
Krew w żyłach nam zamarzała.Po schowaniu telefonu,usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.Chciałam sprawdzić kto to,mając nadzieję,że to chłopaki,ale przypomniało mi się,że otworzą sobie drzwi sami. Wyjrzałam lekko przez wizjer,ale nie było nikogo przez drzwiami.Ręce trzęsły mi się ze strachu i osunęłam się na podłogę. Za chwilę ponownie usłyszałam dźwięk,tym razem pukanie.Przerażona,szybko odsunęłam się od drzwi i pobiegłam do koleżanek.Zacisnęłyśmy oczy,miałam przeczucie,że zaraz zginiemy.Gdy pukanie ustąpiło,nerwy nam trochę ustąpiły.Wstałyśmy i próbowałyśmy się uspokoić,chociaż to nie było wcale takie proste.Poszłyśmy do kuchni,żeby zaparzyć kawę.Gdy wyjmowałam filiżankę z górnej szafki,usłyszałam,że nasze drzwi się szybko otwierają.Ze strachu upuściłam kubek,który rozbił się na tysiące kawałków.
Odwróciłam się i zobaczyłam chłopców,którzy nerwowo zamykają drzwi.
- Jesteśmy. - Wysapał Harry. - Nic wam nie jest? - Podbiegł do mnie,łapiąc mnie za głowę i oglądając czy nie mam żadnego zadrapania.
Kiwnęłam głową na znak,że jestem cała,w przeciwieństwie do niego.Miał całą poranioną twarz i spuchnięte oko.Krew leciała mu z wargi i nosa.Spojrzałam na resztę chłopców,wyglądali dokładnie tak samo.Momentalnie poczułam,że mdleję,schowałam się w ramiona chłopaka.Gdy poczułam jego ciepłe ciało,trochę mi się polepszyło.Kiedy wtuliłam się bardziej,poczułam coś w jego kieszeni.Już wiedziałam co to było,to pistolet.Miał go dokładnie w tym samym miejscu co w tedy.Ale to był już najmniejszy problem,byłam przerażona,nie wiedziałyśmy co mamy robić.Chłopcy kazali nam iść spać,ale powiedzieli,żebyśmy trzymały się razem.Zajęłyśmy pokój Justina i Anastasii,był największy ze wszystkich.Nie przebierając się nawet,rzuciłyśmy się na łóżko,uwalniając łzy.Moje ciało osunęło się po łóżku,ułożyłam wygodnie głowę na poduszce.Myślałam cały czas myślałam. Chciałyśmy,żeby to wszystko okazało się snem,by to już się skończyło.Udało nam się jakoś zasnąć.Po godzinie obudziłam się,czułam jakbym spała już całą noc.Podniosłam się z łóżka,by wziąć butelkę z wodą,ale zaniepokoiło mnie,że mamy otwarte okno.Mogłabym przysiąc,że zamykałyśmy je,tak jak każde inne.Podeszłam do niego i chcąc je zamknąć,na parapecie zauważyłam małą,zwiniętą kartkę.Na początku wahałam się,by ją otworzyć,myśląc że to Justina.Ale postanowiłam,przeczytać co się na niej znajduje.
Wzięłam ją do ręki,przełykając głośno ślinę. Gdy tylko przeczytałam tekst,napisany niebieskim długopisem,osunęłam się na łóżko,czując,że zaraz zwymiotuję ze strachu.Przerażenie które we mnie tkwiło sparaliżowało resztę mojego ciała.Leżałam bez ruchu spoglądając na dziewczyny myśląc kto może być autorem tego tekstu.
" Trzy ślicznotki.Jesteście kolejne.Czekajcie na nasze odwiedziny."
_______________________________________________________________________
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
Rozdział powinien wyjść w niedziele następną ale zobaczymy jak to się wszystko potoczy,wiadomo szkoła,nauka itp. Więc zamiecie się w cierpliwość <3
Jeszcze jedno.PROSZĘ SKOMENTUJCIE.Chcę wiedzieć ile osób czyta to ff :)
ILY <3
Przerwać w takim momencie
OdpowiedzUsuńJuż chce następny
@Mrs_Ola_Bieber
jejku super rozdział, ogólnie fajne opowiadanie x
OdpowiedzUsuń@biebsmental
Podoba mi się :DD aww
OdpowiedzUsuńSuper :) Fajnie piszesz :) nie moge doczekać sie next :)
OdpowiedzUsuńNaprawdę ciekawy rozdział :) Ogólnie ciekawie piszesz ;D Życzę Ci dużo weny xx.
OdpowiedzUsuńAww ♡ Świetny :) Czekam na następny xx
OdpowiedzUsuńJezu, to jest naprawde świetne <3
OdpowiedzUsuńkocham ♥
Świetne
OdpowiedzUsuńFajne opowiadanie, spodobało mi się ;)
OdpowiedzUsuńWow super rozdział :) Masz talent. :) Czekam na następny :)
OdpowiedzUsuń