Po paru ciężkich tygodniach,postanowiłyśmy się trochę rozluźnić.Chciałyśmy przestać myśleć o wszystkim,co wydarzyło się przez ostatnie dni.Miałyśmy ochotę upić się i potańczyć,ale wiedziałyśmy,że chłopaki nie wypuszczą nas samych,na żadną imprezę.Mimo to,w naszych planach jest wymsknięcie się z domu,bez ich wiedzy i pozwolenia.Tego wieczoru,chłopców nie ma w domu,postanowiłyśmy to wykorzystać.Najważniejsze było teraz się rozluźnić i nie myśleć o rzeczach które przytrafiły się parę dni wcześniej.Wzięłam czerwoną szminkę do ręki i podeszłam do wielkiego lustra,które znajdowało się na ścianie,przy wejściowych drzwiach.Szybkim ruchem ręki,napisałam na nim :
"Nie martwcie się o nas.Jesteśmy bezpieczne,wyjechałyśmy do rodziców Anastasii. Kochamy was. xx"
Chowając szminkę do kieszeni spodni,pobiegłam na górę,szukając sukienki.Oczywiście nie obyło się od porad przyjaciółek.Uzgodniłyśmy,że wszystkie założymy czerwone,błyszczące sukienki oraz czarne szpilki.
Zajęłam łazienkę,stanęłam przy lustrze,zapalając światełka,które były wokół lustra.Przyglądając się w swoje odbicie chwyciłam lokówkę i zaczęłam kręcić długie włosy.Biorąc cienkie kosmyki,zamieniałam je w loki i wypuszczałam z dłoni.Gdy już wszystko było gotowe,spięłam fryzurę w wysokiego kucyka.Kiedy skończyłam układać włosy,wyszłam z łazienki,by poszukać w szafie torebki,która by pasowała do reszty mojego ubioru.Gdy rozsunęłam drzwi,od razu ujrzałam lśniącą kopertówkę,która zwisała z wieszaka.Wzięłam ją i zarzuciłam na ramię.Spojrzałam na swoje odbicie i pomyślałam sobie "wow,wyglądasz bosko,postarałaś się tym razem." Uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam z sypialni.Jeszcze raz upewniłyśmy się,że nie ma żadnego śladu,wskazującego na to,że wcale nie jedziemy do rodziny.Na szczęście,wszystko było perfekcyjnie sprzątnięte.Opuściłyśmy dom i wsiadłyśmy do czarnej taksówki,która już na nas czekała.Było zupełnie ciemno,nie widziałam drogi,przez którą jechaliśmy do klubu,w którym będziemy się bawić.Miałam nadzieję,że wyluzujemy się jak nigdy dotąd.W samochodzie byłyśmy niechętne do zabawy i byłam pewna,że zaśniemy od razu.W pewnym momencie,drzwi otwarł pan który nas odwoził.
Podziękowałyśmy za podwózkę i dałyśmy kilka dolarów.Przed samym wejściem stało kilku,zupełnie pijanych ludzi.Było widać,że impreza się rozkręcała.Głośna muzyka,dobiegła do moich uszu.Odechciało mi się spać,złapałam dziewczyny za ręce i zaczęłam skakać.
- Chodźcie! Chodźcie! Chodźcie! - Zaczęłam krzyczeć,a następnie wzięłam przyjaciółki za ręce i wbiegłyśmy do lokalu,gdzie miałyśmy spędzać noc.
Było okropnie głośno,a kolorowe światła,ciągle nas oślepiały.Usiadłyśmy przy barze i zamówiłyśmy drinki.
Nie musiałyśmy długo czekać,by zrealizowano nasze zamówienie.
Wzięłam kieliszek z kolorowym płynem do ręki i wyciągnęłam go w stronę Annie i Anastasii.
- No więc. - Urwała. - Zdrowie i miłej zabawy. -Stuknęłyśmy się szklankami i wzięłyśmy łyk alkoholu.
Pierwszy,drugi,trzeci...aż się upiłyśmy.Nawet nie mam pojęcia ile wypiłyśmy.Gdy wódka uderzyła nam już do mózgów,wparowałyśmy na parkiet i zaczęłyśmy tańczyć.Jeżeli można to było w ogóle nazwać tańcem.
Podeszli do nas jacyś chłopcy,prosząc o taniec.Zgodziłyśmy się i spędziliśmy z nimi większość czasu.Po kolejnych drinkach urwał mi się film.Co najmniej godzinę nie wiedziałam co się dzieje.Obudziłam się na fotelu,a obok mnie leżała Anastasia.Impreza trwała nadal.Nerwowo wsunęłam się pod stół i zaczęłam macać podłogę.
- Cholera. - Mruknęłam sama do siebie.- Gdzie jest moja torebka?
Po chwili,znalazłam ją wepchniętą między stół a fotele.Otworzyłam ją,sprawdzając czy mój telefon jest jeszcze w jednym kawałku.Na szczęście był.
Sprawdziłam godzinę. 3:11 w nocy.Nie wiedziałam co się z nami działo przez dobre 40 minut.Zaczęłam się nerwowo rozglądać po pomieszczeniu,poszukując Annie,widziałam Anastasie śpiącą na fotelu obok ale nigdzie nie mogłam wzrokiem znaleźć drugiej przyjaciółki.
- Anastasia. - Szturchnęłam koleżankę w ramię. - Obudź się. - Zaczęłam ją szarpać.
- Co?! - Krzyknęła na mnie,chcąc się przekręcić na drugi bok.Niestety.Zbrakło jej miejsca i wylądowała na podłodze.Tóż obok mnie.
- Gdzie jest Annie? - Zapytałam rozglądając się dookoła.
- Nie wiem. - Przerwała. - Daj mi spokój,chce mi się spać. - Potarła oczy.
Wstałam,zostawiając Anastasię na twardej podłodze.
- Spokojnie,pewnie gdzieś rzyga po krzakach. - Krzyknęła za mną.
W odpowiedzi zaśmiałam się.Wyszłam z klubu,by odetchnąć świeżym powietrzem.Przeciągając się,patrzyłam czy Anastasia miała rację.Niestety chyba się pomyliła,na zewnątrz nie było nikogo.
Wyciągnęłam telefon. Dziewięć nieodebranych połączeń.Od kogo? Od Louisa.Moje myśli przez cały czas były związane z tym ,gdzie może się znajdować Annie.
Gdy chciałam przejechać palcem po wyświetlaczu,przyszło kolejne połączenie od chłopaka.
- Gdzie ty jesteś?! - Wykrzyczał mi do ucha. - Bo na pewno nie u mamy!
- Jestem na imprezie. -Odpowiedziałam.
-Co? - Przerwał. - Mów wolniej i wyraźniej.
- Jestem. Na. Imprezie. - Mówiłam urywając.
- Jesteś pijana prawda? - Spytał lekko zdenerwowany.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - Powiedziałam i zaśmiałam się. - Mam prośbę? - Spytałam poważnie.
- Nie Ash. - Urwał. - Nie przyjadę po was! - Krzyknął i połączenie zostało urwane.
-Cholera- Pomyślałam sobie i od razu napisałam sms'a do chłopaka.Potrzebowałyśmy pomocy,nie wiedziałyśmy gdzie zgubiłyśmy przyjaciółkę i czy ona czuję się dobrze.
"Nie o to chodzi."
Prawie natychmiast dostałam odpowiedź.
"A o co?"
Myśląc chwilę,co odpisać,wystukałam na klawiaturze tekst
"Annie zniknęła."
Chłopak napisał,że za małą chwilę będą.
Faktycznie.Ta chwila była bardzo mała,pojawili się po dwunastu minutach od powiadomienia.
Kiedy zobaczyłam znajomy wóz,podeszłam do niego.Za kierownicą siedział Louis.Harry natychmiast wyszedł z samochodu.
- Co z nią? Znalazła się? - Nerwowo pytał.
W odpowiedzi pokiwałam głową na znak "nie". Ciągle byłam jeszcze pijana i nie do końca docierało do mnie,że Annie może być w niebezpieczeństwie.Nie miałyśmy pojęcia że nasza zabawa skończy się źle.Weszłam ponownie do klubu po Anastasie,żeby pokręcić się dookoła pomieszczenia by poszukać przyjaciółkę.Wszystko wydawało nam się sto razy śmieszniejsze niż było w rzeczywistości.
- Cholera. - Urwał Harry,patrząc na nas morderczym wzrokiem. - Możecie przestać się śmiać i wziąć się za szukanie? - Spytał,podwyższając swój ton głosu.
Momentalnie umilkłyśmy i poczułyśmy wagę sytuacji.Zajrzeliśmy do wszystkich pobliskich sklepów,domów,klubów oraz parków.Nie było jej nigdzie.Patrząc się Anastasie,postanowiłyśmy wrócić do chłopaków.
***Oczami Annie***
Otworzyłam oczy.Obraz był niewyraźny,a głowa mi pękała.Niewątpliwie miałam kaca.
Pomrugałam parę razy i świat zaczął robić się coraz bardziej wyraźny.Kiedy już wszystko dobrze widziałam,rozejrzałam się dookoła.Byłam w jakimś pomieszczeniu.Starałam się sięgnąć do moich wspomnień,myśląc,czy już kiedyś tu byłam.Niestety nic takiego nie odnalazłam.Próbując wstać,lekko szarpnęłam rękę i w tedy zorientowałam się,że jestem przymocowana liną do łóżka.Moje nadgarstki stały się sine.Kiedy przekręciłam głowę,zauważyłam,że po mojej lewej stronie siedzi drobna blondynka.
Miała schowaną głowę w kolana.Wydawała się przestraszona.
- Hej. - Odezwałam się niepewnie.Zastanawiałam się co robię w jakiejś piwnicy przymocowana do łóżka chciałam dowiedzieć się wszystkiego,dlaczego znajduję się tu sama,gdzie są dziewczyny?
Dziewczyna podniosła głowę i zwróciła swoje ciemne oczy w moją stronę.Powoli wstała i podeszła do mnie wolnym krokiem.Na policzku miała trzy głębokie blizny.
- O proszę. - Uśmiechnęła się szyderczo. - Księżniczka się obudziła?
Nie odpowiedziałam,przyglądałam się jej.Nie znałam jej.
- Widzę,że impreza musiała się udać. - Zaśmiałam się. - Nic nie pamiętam. - Zachichotałam,patrząc przyjaźnie na dziewczynę.
W odpowiedzi dostałam kilka ciosów w policzek.Nie wiedziałam o co chodzi.Zaczęłam krzyczeć,z nadzieją,że ktoś usłyszy moje wołanie o pomoc.
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.Ku moim oczom pokazało się czterech wysokich chłopaków.Byli mniej więcej w moim wieku.Również nie wiedziałam kim są.
- Gadaj! - Chłopak w czarnej koszulce szarpnął mnie za ramiączka sukienki. - Masz wszystko wygadać! - Krzyczał,pochylając się nad moją twarzą.Nie miałam pojęcia o co im chodzi.Chciałam wrócić do przyjaciółek.
- Co? - Powiedziałam cichym głosem,uwalniając łzy,które pociekły z policzka na rękę chłopaka.
- Powiedziałem,że wszystko. - Przewrócił oczami. - Czegoś tu nie zrozumiałaś?
- Właściwie to nie rozumiem,dlaczego tu jestem i dlaczego na mnie krzyczysz. - Zaczęłam mówić.
Zastanawiałam kim oni wszyscy są,czego chcieli ode mnie.Próbowałam sobie w mówić że cała ta sytuacja jest głupim żartem.
- Dowiesz się w swoim czasie. - Puścił ramiączka tak,że boleśnie uderzyłam głową o twarde łóżko.
Mężczyźni ode mnie odeszli.Poczułam się trochę bezpieczniej.Chwilę później podeszła do mnie dziewczyna,która siedziała na początku obok mnie.
- Więc..- Urwała. - Ja mam kilka pytań. - Powiedziała uśmiechając się. - A ty...- Położyła palec na moim policzku. - Mi na wszystko odpowiesz. - Wytarła łzę i odeszła ode mnie parę kroków. - A jak nie,to będzie z tobą źle. - Urwała. - Bardzo źle.
Zaczęłam krzyczeć,zauważyłam,że małe okno jest uchylone.Niestety moje błagalne krzyki poszły na marne.
Dziewczyna zatkała mi usta swoją ręką,zapewniając mnie,że nie znajdę tu pomocy.
Umilkłam,czekając co mają mi do powiedzenia.
- Ojej. - Urwała. - Gdzie moje maniery? - pochyliła się nade mną. - Moje imię to Cristine. - Uścisnęła moją dłoń. - A teraz mam kilka pytań. - Usiadła na krześle,zakładając nogę na nogę.
- Pytanie pierwsze. - Spojrzała na mnie. - Jak długo znasz Stylesa,Biebera i Tomlinsona?
Nie odpowiedziałam jej.Patrzyłam na nią w ciszy,mając nadzieję,że uniknę tego.
- Okej. Urwała. - Patrick,wiesz co zrobić. - Powiedziała Cristine,patrząc na bruneta.
Chłopak podszedł do mnie i zadał mi cios w policzek.
Nie pierwszy raz w życiu oberwałam w twarz,ale przyznaję.Ten był najmocniejszy jaki kiedykolwiek dostałam.
Przed oczami pojawiły mi się mroczki.Czułam,że zaraz stracę przytomność lub zwymiotuję.Głowa bolała mnie jeszcze bardziej.Po mojej twarzy zaczęły spływać łzy.
- Przejdźmy do kolejnej rundy.- Spojrzała na mnie. - Jak ci panowie cię traktują?
Znów nie odpowiedziałam.Zacisnęłam zęby i oczy,wiedząc,że kolejny raz moja twarz ucierpi.Nie myliłam się.Zimna dłoń nieznajomego powędrowała na mój policzek.
- Tak więc,spróbujmy kolejny raz. - Przerwała,patrząc na mnie.Byłam już na skraju wytrzymałości.- Mieszkacie razem? Na ulicy green street? - Zerknęła na mnie.
Otworzyłam usta by odpowiedzieć,ale chłopak uderzył mnie kolejny raz.
- Ups. - Urwała. - Skończył ci się czas,słoneczko.
Nie miałam już siły.Oczy same mi się zamknęły.Straciłam przytomność.
***Oczami Anastasii***
- To już chyba nie ma sensu. - Urwałam. - Szukamy jej pięć godzin i nigdzie jej nie ma.
- Masz rację.. - Powiedział smutno Harry. - Wracajmy do domu,na pewno jest bezpieczna.
Wsiedliśmy do mini vana Louisa.Byliśmy wykończeni.Jeszcze nigdy nie miałam takiego kaca.Impreza musiała się udać.
Nagle przypomniało mi się,że tańczyli z nami jacyś chłopcy.Byłam pewna,że Annie jest razem z nimi.Trochę się uspokoiłam,bo wiedziała,że nic jej nie zrobią.
- A może ona jest już w domu? - Powiedziałam,patrząc na reakcję innych.
- Miejmy taką nadzieję. - Powiedział Louis,patrząc w lusterko.
Kiedy dojechaliśmy pod dom,od razu wbiegłam do środka.Krzyczałam imię przyjaciółki,ale nikt się nie odezwał.Nerwowo weszłam do jej pokoju.Miałam nadzieję,że Annie leży grzecznie w swoim łóżku i odpoczywa po całonocnej imprezie.
Odchyliłam niebieską kołdrę,ale niestety ku moim oczom pokazała się tylko sterta poduszek.Upadłam na łóżko i wtulając się twarzą w materac,zaczęłam płakać.Poczułam się jakbym była sama na całym świecie.Wyłączyłam się ze świata rzeczywistego.W pewnej chwili poczułam delikatny dotyk na moich plecach.Podniosłam głowę i wzięłam głęboki oddech,który przez cały czas wstrzymywałam.Obok mnie ukazał się Harry.
- Zobacz. - Urwał. - Pobrudziłaś nam kołdrę tuszem. - Uśmiechnął się i pogłaskał mnie po twarzy.
- Przepraszam. - Usiadłam i otarłam policzki.
- Bądźmy dobrej myśli. - Przytulił mnie,a następnie wyjął z kieszeni paczkę chusteczek,wciskając mi je do dłoni.Było widać że Harry jest bardzo przejęty,próbował nam wmówić że wszystko jest dobrze,wiedziałam że nic nie jest dobrze.
Może Styles miał rację? Przejmujemy się bez sensu? Może ona jest całkiem bezpieczna a my panikujemy?
Chłopak uspokoił mnie i pomógł mi zejść do salonu.Wszyscy się postarali i zapomnieli o wszystkim,nie martwili się już.Justin zrobił śniadanie,niestety nie miałam siły niczego przełknąć.Wiedziałam,że jeśli coś zjem,skończy się całkiem źle. Usiadłam tylko obok stołu i patrzyłam się na jajka,które rozpływały się po całym talerzu.
- Wiedziałam,że Louis nie umie gotować. - Uśmiechnęłam się,patrząc na chłopców. - Ale te jajka,Justin. - pokazałam palce. - To wygląda gorzej niż zupa,którą ostatnio ugotował Louis.
Lubiłam ich denerwować.Justin wybuchnął śmiechem i odszedł od stołu.Zrobiłam to samo.
Nie umiałam zapomnieć o przyjaciółce tak po prostu.Byłam pewna,że nic jej nie jest.Kiedy weszłam do mojego pokoju,popatrzyłam na czarną ramkę,która stała na komodzie.Było tam nasze wspólne zdjęcie.Przejechałam palcem po twarzy Annie i po raz kolejny wybuchłam płaczem.W pokoju miałam ocean łez.Tak bardzo za nią tęskniłam.Siedząc w ciszy,usłyszałam cichy szloch na korytarzu.Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Ashley,która siedzi pod swoimi drzwiami,chowając głowę w swoje dłonie.
Przytuliłyśmy się i dokończyłyśmy płakanie razem.W pewnym momencie,Ash popatrzyła na mnie
- Śmiesznie wyglądasz. - Uśmiechnęła się delikatnie. - Tusz ci spływa po całej twarzy. - Zachichotała i otarła łzy.
- Tobie też. - Uśmiechnęłam się.
Dziewczyna wyciągnęła do mnie rękę i wytarła mnie.
- Miałyśmy się nie martwić.Ona jest silna i na pewno sobie poradzi. - Powiedziała Ashley,łapiąc mnie za rękę. - Chodź.
Wstałam i poszłyśmy do łazienki by ogarnąć się tak,żebyśmy wyglądały jak ludzie.
Pomalowałyśmy się i wyszłyśmy z łazienki. Poszłyśmy do salonu,gdzie siedzieli chłopcy.Rozmawiali o czymś,ale gdy tylko weszłyśmy,zmienili temat.
***Dwa tygodnie później***
Annie nie ma nadal.Nikt nie porusza jej tematu.Chłopcy przekonują nas,że nic jej nie jest,że mamy być spokojne.Ale my boimy się o nią coraz bardziej.Ona może już nie żyć.Nie ma żadnych oznak,nikt jej nie widział.W ciszy siedzimy w salonie.Jak codziennie.Od tamtego czasu,mało ze sobą rozmawiamy.
- Koniec tego. - Ashley wstała i krzyknęła. - Dzwonię po policję.Nie może tak być. - Wyciągnęła telefon i wystukała odpowieni numer.
Nagle wstał Louis i złapał ją za rękę.
- To nie jest wspaniały pomysł. - Chwycił nerwowo komórkę Ashley.
- Możesz mi to oddać? - Ash wbiła w chłopaka morderczy wzrok.
Tomlinson pokręcił głową na znak,że może o tym pomarzyć.Wyrzucił czarnego iphone za okno.
- Ups,jaki niefart. - Zakrył ręką usta,udając przejętego.Usiadł z powrotem na kanapie i dokończył pić swój napój.
- Skurwysyn. - Mruknęła do siebie i również zajęła miejsce na kanapie.
Chłopak usłyszał obelgę,ale nie odpowiedział.Przesłał tylko szyderczy uśmieszek.
***Oczami Annie***
Otworzyłam oczy.Nie miałam pojęcia ile czasu upłynęło odkąd tu jestem.Byłam sama.Znów.Zorientowałam się,że nie mam na sobie ubrania.Byłam w samej bieliźnie.Chciałam się jakoś zakryć,ale nie miałam możliwości.Liny były silniejsze ode mnie.Próbowałam się jakoś wyszarpać.Niestety moja ciężka praca poszła na marne.Usłyszałam ten sam dźwięk uchylanych drzwi.Już wiedziałam,że to nie wróży nic dobrego.
Do piwnicy wszedł Dean.Wysoki blondyn.
- Ile można było czekać,aż łaskawie otworzysz swoje,piękne oczy? - Wyszeptał. - Możemy teraz dokończyć.- Zdjął koszulkę i podszedł do mnie.
Nie oszukujmy się.Jego ciało było cudowne.Bardzo zbliżone do Harrego.
Nagle ujrzałam Stylesa obok mnie.Widziałam jak się uśmiecha,jak trzyma mnie w swoich objęciach.
Łzy uwolniły się z moich oczu.Potrzebowałam go przy sobie.Ale go nie było.Zapomniał.Nie chciał mnie już znać.Nie szukał mnie.
Zacisnęłam oczy.Chciałam zginąć.Najbliższa mi osoba,od tygodni nie chciała już przy mnie być.
Myśli przerwał mi Dean.Nachylił się na mnie i zaczął dotykać moich piersi.Następnie rozpiął stanik i delikatnie go zdejmował.Byłam prawie cała naga.Całował mnie po sutkach,lekko je ssąc.
Z moich ust wydobył się głośny wrzask.Chłopak włożył mi do buzi skarpetki,by nikt nie usłyszał mojego błagalnego krzyku.Byłam bezradna.Nie mogłam zrobić nic.
Chłopak skierował się ku dołowi.Zaczął całować mój brzuch i kierował się coraz niżej.Zębami próbował pozbyć się moich majtek.Zaczęłam oddychać szybciej.Płakałam jeszcze bardziej.
- Dean! Dean! - Usłyszałam znajome krzyki zza drzwi. - Gdzie jesteś?!
Chłopak wstał i założył koszulę.
- Już idę! Nie drzyj się tyle! - Ruszył w stronę drzwi,zapinając ostatni guzik koszuli.
***Trzy tygodnie później***
***Oczami Anastasii***
- Nie! Ja już nie wytrzymam! Macie jej poszukać! - Zbiegając ze schodów,zaczęłam krzyczeć. - Za długo jej nie ma! Macie jej szukać!
Justin spojrzał na mnie,a następnie na chłopaków.
- W sumie,ona może mieć rację.Musimy się wziąć za robotę. - Powiedział,wstając z krzesła.
- Dobrze,poszukajmy jej. - Louis wstał i stanął obok Justina. - Ale wy macie zostać w domu i się nie ruszać. - Powiedział,patrząc każdej prosto w oczy.
Chwilę później,zniknęli nam z pola widzenia.
***Oczami Harrego***
- Słuchajcie,teraz już jest poważnie. - Urwałem. - Mógł uderzyć któryś z gangów.
- Wiem o tym,Harry. - Justin spojrzał na mnie i urwał. - Tylko który.
Weszliśmy do lasu,w którym zazwyczaj skrywało się mnóstwo schronów.Rozglądając się dookoła,trzymałem broń.Schowałem ją do kieszeni.Próbowaliśmy ją jakoś namierzyć,przez te wszystkie tygodnie wszędzie jej szukaliśmy.Tak strasznie się o nią martwiłem.O nikim innym nie myślę tylko o niej,nie chcę jej stracić.Nasza reszta gangu od samego początku pomaga nam znaleźć moją drugą połówkę serca,ale na marne.Kazałem wszystkim się zastanowić gdzie może podziewać się Annie i kto pragnął jej zrobić krzywdę.Po piętnastu minutach przyszła mi do głowy myśl.
-Tu nie chodzi o nią - krzyknąłem tak aby mogła usłyszeć mnie reszta chłopaków znajdująca się w lesie.Miałem pomysł w głowię ale nie wiedziałem czy na pewno idę w dobrą stronę.
-A o kogo?-odkrzyknął James.
-Annie nie ma wrogów-przerwałem patrząc się na reakcje kumpli.-My ich mamy.-Dokończyłem.
Pomyślałem, że ktoś pragnie mi bardzo zniszczyć życie,ta osoba zdaje sobie sprawę że bez niej,nie jestem wstanie dalej żyć.
-Masz rację,w dobrą stronę idziesz-przyznał mi rację Justin.
Wiedziałem że jeżeli się nie pospieszymy może być bardzo źle.
-Ale czy wiemy kto chcę nam wszystkim z niszczyć życie ?-spytał Louis.
-Jakim wszystkim ? -wykrzyczałem jednocześnie przeczesując ręką loki.-Chciałeś powiedzieć "kto chcę zniszczyć życie Harre'mu".-Wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem.Chodziłem dookoła chłopaków.
Kontynuowałem.-To mi dziewczyna zaginęła..-przerwałem-Co zrobiłbyś ty Louis jakby nagle tak bez pożegnania zniknęła Ash ?-spytałem wrednie patrząc się na Louis'a.Ciekawiło mnie to jak oni by się zachowali w takiej sytuacji w której ja się znajdowałem.
-Stary,przecież nie rzuciłem ją w bagażnik i jej nie porwałem -powiedział Louis chamskim tonem.
Denerwowało mnie wszystko,dosłownie wszystko.Chodziłem dookoła zastanawiając się nad osobą która najprawdopodobniej robi krzywdę Annie.
-Ej słuchajcie!-krzyknąłem zdenerwowany.-A może to Cristine?-spytałem ich już trochę milszym tonem.
Wszyscy kuple uświadomili mnie, że to nie możliwe bo ona siedzi w więzieniu.Tak faktycznie przez z nas poszła siedzieć,dużo jej zrobiliśmy,co prawda pięć lat temu ale nie wypuścili by jej tak szybko.Nie wiedziałem co teraz,jaka jest prawda i gdzie podziewa się moja dziewczyna.Stanęliśmy przy drzwiach starej piwnicy.Wydała mi się podejrzana,ale stwierdziłem,że jestem po prostu przewrażliwiony.Stałem chwilę przed starymi drzwiami,przyglądając im się.Wydawało mi się,że słyszałem rozpaczliwy pisk mojej dziewczyny.Przmymrużyłem oczy,próbując się skupić.
- Ej chłopaki. - Krzyknąłem,nerwowo odwracając się w stronę przyjaciół. - Chyba słyszałem Annie. - Pokazałem na piwnicę.
- Masz już omamy. - Powiedział Justin. - Nie marnuj czasu.
Spuściłem oczy,idąc w stronę przyjaciół.Czas spędzony w lesie,poszedł na marne.Po dziewczynie nie zostało ani śladu.Ktoś tu był dobry w te klocki.
***Oczami Annie***
Gdy zostałam sama,wyplułam skarpetki z buzi.Zauważyłam,że liny które zaciśniały moje nadgarstki,lekko się przerwały.Postanowiłam to wykorzystać.Szarpnęłam ręką z całej siły i udało mi się.Uwolniłam się z uścisko.Pośpiesznie wstałam i zaczęłam rozwiązywać moje nogi.Na parapecie wysokiego okna,leżał mój telefon komórkowy.Pobiegłam w tamtą stronę,chwytając telefon i wskakując na parapet.Cudem udało mi się przecisnąć przez wąską ramę,chwyciłam stanik który leżał na łóżku,ubrałam go i wybiegłam z tego strasznego miejsca.Byłam wolna.Poczułam świeże powietrze,którego nie miałam okazji poczuć od wielu dni.Byłam prawie naga,schowałam się w gęste krzaki i zadzwoniłam do przyjaciółek.Odebrał prawie od razu.
- Słuchaj,później ci wyjaśnię. - Zaczęłam nerwowo. - Będę w domu za dwadzieścia minut. - Rozłączyłam się i zaczęłam biec w stronę ulicy,gdzie znajdował się nasz dom.
Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę.W sumie nie dziwię im się.Nie codziennie widuje się dziewczynę z poranioną twarzą w samej bieliźnie.Tusz spływał mi po policzkach.Wyglądałam jak zoombie.Gdy tylko zobaczyłam mój dom,wybuchłam płaczem.
Wbiegłam do niego i upadłam na miękki dywan.Nie miałam zupełnie siły.Kolejny raz straciłam przytomność.
***Oczami Harrego***
Gdy ujrzałem Annie,od razu zrobiło mi się słabo.Wyglądała okropnie,jakby wyszła z sali tortur.Podeszłem do niej,próbując ją ocucić,ale na marne.
- Annie! Annie! - Krzyczałem,potrząsając dziewczyną.- Przynieś mi szklankę z wodą! - Krzyknąłem do Louisa,który stał z przerażoną miną.
Gdy chłopak to zrobił,wylałem kilka kropel na twarz dziewczyny.Powoli zaczęła otwierać oczy.
- Gdzie ja jestem? - Cicho mruknęła w moją stronę.
Nie odpowiedziałem jej.Wziąłem jej osłabione ciało i zaniosłem prosto do łóżka,a następnie poszedłem po opatrunki.Odkaziłem głębokie rany z jej pięknej twarzy i zakleiłem plastrami.
- Jeśli się nie zagoi,będzie trzeba szyć. - Wyszeptałem,trzymając ją za rękę.
Jej prawie nagie ciało było niemalże zamrorzone.Otuliłem ją swoją koszulą i przykryłem dwiema kołdrami.
Po chwili usłyszałem znajomy dzwonek do drzwi.
- Możecie otworzyć?! - Wykrzyczałem. Niestety nikt się nie odezwał. - Cholera. - Wychrypiałem. - Czekaj tu na mnie. - Puściłem drobną dłoń i pośpiesznie zbiegłem na dół.Otworzyłem drzwi i ku moim oczom pokazała się chuda dziewczyną z blond lokami.Znałem ją doskonale.
- Cristine. - Mruknąłem,marszcząc brwi.
W odpowiedzi dostałem delikatnego całusa w policzek.Dziewczyna słodko się uśmiechnęła i wręczyła mi kartkę.
- Co to ma być?! - Wykrzyczałem.
Cristine nie odezwała się,tylko pomachała mi i zniknęła.Zamknąłem drzwi i przyglądałem się zwiniętej karteczce.
Usiadłem na kanapę i wahałem się z otworzeniem liściku.Po chwili jednak rozwinąłem papierek i momentalnie zamarłem.
"Chcesz wiedzieć,co działo się z twoją dziewczyną przez ostatnie tygodnie? Przypomnij sobie co wy robiliście mi,zanim trafiłam do więzienia. Cristine. xx"
Po ujrzeniu tekstu,nie mogłem się ruszyć.Zaczęło mi się wszystko przypominać.Ten czas,kiedy Cristine była dziewczyną,każdego z nas,te wszystkie chwile które spędziliśmy.Dobrze pamiętam co stało się dnia piętnastego stycznia.Właśnie to,co napisała na kartce.Tekst napisany był tym samym stylem pisma,co liścik wrzucony do pokoju dziewczyn.I wszystko stało się nagle jasne.
- Harry... - Usłyszałem cichy i delikatny głos.Wstałem a za mną pojawiła się Annie.
- Cholera jasna,wracaj do łóżka! - Krzyknąłem
- Harry. - Urwała. - Chcę wiedzieć kim naprawdę jesteś.
____________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Następny rozdział powinien pojawić się w niedziele.
Dziękuję tym osobą które czytają i komentują <3
Kiedy zobaczyłam znajomy wóz,podeszłam do niego.Za kierownicą siedział Louis.Harry natychmiast wyszedł z samochodu.
- Co z nią? Znalazła się? - Nerwowo pytał.
W odpowiedzi pokiwałam głową na znak "nie". Ciągle byłam jeszcze pijana i nie do końca docierało do mnie,że Annie może być w niebezpieczeństwie.Nie miałyśmy pojęcia że nasza zabawa skończy się źle.Weszłam ponownie do klubu po Anastasie,żeby pokręcić się dookoła pomieszczenia by poszukać przyjaciółkę.Wszystko wydawało nam się sto razy śmieszniejsze niż było w rzeczywistości.
- Cholera. - Urwał Harry,patrząc na nas morderczym wzrokiem. - Możecie przestać się śmiać i wziąć się za szukanie? - Spytał,podwyższając swój ton głosu.
Momentalnie umilkłyśmy i poczułyśmy wagę sytuacji.Zajrzeliśmy do wszystkich pobliskich sklepów,domów,klubów oraz parków.Nie było jej nigdzie.Patrząc się Anastasie,postanowiłyśmy wrócić do chłopaków.
***Oczami Annie***
Otworzyłam oczy.Obraz był niewyraźny,a głowa mi pękała.Niewątpliwie miałam kaca.
Pomrugałam parę razy i świat zaczął robić się coraz bardziej wyraźny.Kiedy już wszystko dobrze widziałam,rozejrzałam się dookoła.Byłam w jakimś pomieszczeniu.Starałam się sięgnąć do moich wspomnień,myśląc,czy już kiedyś tu byłam.Niestety nic takiego nie odnalazłam.Próbując wstać,lekko szarpnęłam rękę i w tedy zorientowałam się,że jestem przymocowana liną do łóżka.Moje nadgarstki stały się sine.Kiedy przekręciłam głowę,zauważyłam,że po mojej lewej stronie siedzi drobna blondynka.
Miała schowaną głowę w kolana.Wydawała się przestraszona.
- Hej. - Odezwałam się niepewnie.Zastanawiałam się co robię w jakiejś piwnicy przymocowana do łóżka chciałam dowiedzieć się wszystkiego,dlaczego znajduję się tu sama,gdzie są dziewczyny?
Dziewczyna podniosła głowę i zwróciła swoje ciemne oczy w moją stronę.Powoli wstała i podeszła do mnie wolnym krokiem.Na policzku miała trzy głębokie blizny.
- O proszę. - Uśmiechnęła się szyderczo. - Księżniczka się obudziła?
Nie odpowiedziałam,przyglądałam się jej.Nie znałam jej.
- Widzę,że impreza musiała się udać. - Zaśmiałam się. - Nic nie pamiętam. - Zachichotałam,patrząc przyjaźnie na dziewczynę.
W odpowiedzi dostałam kilka ciosów w policzek.Nie wiedziałam o co chodzi.Zaczęłam krzyczeć,z nadzieją,że ktoś usłyszy moje wołanie o pomoc.
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.Ku moim oczom pokazało się czterech wysokich chłopaków.Byli mniej więcej w moim wieku.Również nie wiedziałam kim są.
- Gadaj! - Chłopak w czarnej koszulce szarpnął mnie za ramiączka sukienki. - Masz wszystko wygadać! - Krzyczał,pochylając się nad moją twarzą.Nie miałam pojęcia o co im chodzi.Chciałam wrócić do przyjaciółek.
- Co? - Powiedziałam cichym głosem,uwalniając łzy,które pociekły z policzka na rękę chłopaka.
- Powiedziałem,że wszystko. - Przewrócił oczami. - Czegoś tu nie zrozumiałaś?
- Właściwie to nie rozumiem,dlaczego tu jestem i dlaczego na mnie krzyczysz. - Zaczęłam mówić.
Zastanawiałam kim oni wszyscy są,czego chcieli ode mnie.Próbowałam sobie w mówić że cała ta sytuacja jest głupim żartem.
- Dowiesz się w swoim czasie. - Puścił ramiączka tak,że boleśnie uderzyłam głową o twarde łóżko.
Mężczyźni ode mnie odeszli.Poczułam się trochę bezpieczniej.Chwilę później podeszła do mnie dziewczyna,która siedziała na początku obok mnie.
- Więc..- Urwała. - Ja mam kilka pytań. - Powiedziała uśmiechając się. - A ty...- Położyła palec na moim policzku. - Mi na wszystko odpowiesz. - Wytarła łzę i odeszła ode mnie parę kroków. - A jak nie,to będzie z tobą źle. - Urwała. - Bardzo źle.
Zaczęłam krzyczeć,zauważyłam,że małe okno jest uchylone.Niestety moje błagalne krzyki poszły na marne.
Dziewczyna zatkała mi usta swoją ręką,zapewniając mnie,że nie znajdę tu pomocy.
Umilkłam,czekając co mają mi do powiedzenia.
- Ojej. - Urwała. - Gdzie moje maniery? - pochyliła się nade mną. - Moje imię to Cristine. - Uścisnęła moją dłoń. - A teraz mam kilka pytań. - Usiadła na krześle,zakładając nogę na nogę.
- Pytanie pierwsze. - Spojrzała na mnie. - Jak długo znasz Stylesa,Biebera i Tomlinsona?
Nie odpowiedziałam jej.Patrzyłam na nią w ciszy,mając nadzieję,że uniknę tego.
- Okej. Urwała. - Patrick,wiesz co zrobić. - Powiedziała Cristine,patrząc na bruneta.
Chłopak podszedł do mnie i zadał mi cios w policzek.
Nie pierwszy raz w życiu oberwałam w twarz,ale przyznaję.Ten był najmocniejszy jaki kiedykolwiek dostałam.
Przed oczami pojawiły mi się mroczki.Czułam,że zaraz stracę przytomność lub zwymiotuję.Głowa bolała mnie jeszcze bardziej.Po mojej twarzy zaczęły spływać łzy.
- Przejdźmy do kolejnej rundy.- Spojrzała na mnie. - Jak ci panowie cię traktują?
Znów nie odpowiedziałam.Zacisnęłam zęby i oczy,wiedząc,że kolejny raz moja twarz ucierpi.Nie myliłam się.Zimna dłoń nieznajomego powędrowała na mój policzek.
- Tak więc,spróbujmy kolejny raz. - Przerwała,patrząc na mnie.Byłam już na skraju wytrzymałości.- Mieszkacie razem? Na ulicy green street? - Zerknęła na mnie.
Otworzyłam usta by odpowiedzieć,ale chłopak uderzył mnie kolejny raz.
- Ups. - Urwała. - Skończył ci się czas,słoneczko.
Nie miałam już siły.Oczy same mi się zamknęły.Straciłam przytomność.
***Oczami Anastasii***
- To już chyba nie ma sensu. - Urwałam. - Szukamy jej pięć godzin i nigdzie jej nie ma.
- Masz rację.. - Powiedział smutno Harry. - Wracajmy do domu,na pewno jest bezpieczna.
Wsiedliśmy do mini vana Louisa.Byliśmy wykończeni.Jeszcze nigdy nie miałam takiego kaca.Impreza musiała się udać.
Nagle przypomniało mi się,że tańczyli z nami jacyś chłopcy.Byłam pewna,że Annie jest razem z nimi.Trochę się uspokoiłam,bo wiedziała,że nic jej nie zrobią.
- A może ona jest już w domu? - Powiedziałam,patrząc na reakcję innych.
- Miejmy taką nadzieję. - Powiedział Louis,patrząc w lusterko.
Kiedy dojechaliśmy pod dom,od razu wbiegłam do środka.Krzyczałam imię przyjaciółki,ale nikt się nie odezwał.Nerwowo weszłam do jej pokoju.Miałam nadzieję,że Annie leży grzecznie w swoim łóżku i odpoczywa po całonocnej imprezie.
Odchyliłam niebieską kołdrę,ale niestety ku moim oczom pokazała się tylko sterta poduszek.Upadłam na łóżko i wtulając się twarzą w materac,zaczęłam płakać.Poczułam się jakbym była sama na całym świecie.Wyłączyłam się ze świata rzeczywistego.W pewnej chwili poczułam delikatny dotyk na moich plecach.Podniosłam głowę i wzięłam głęboki oddech,który przez cały czas wstrzymywałam.Obok mnie ukazał się Harry.
- Zobacz. - Urwał. - Pobrudziłaś nam kołdrę tuszem. - Uśmiechnął się i pogłaskał mnie po twarzy.
- Przepraszam. - Usiadłam i otarłam policzki.
- Bądźmy dobrej myśli. - Przytulił mnie,a następnie wyjął z kieszeni paczkę chusteczek,wciskając mi je do dłoni.Było widać że Harry jest bardzo przejęty,próbował nam wmówić że wszystko jest dobrze,wiedziałam że nic nie jest dobrze.
Może Styles miał rację? Przejmujemy się bez sensu? Może ona jest całkiem bezpieczna a my panikujemy?
Chłopak uspokoił mnie i pomógł mi zejść do salonu.Wszyscy się postarali i zapomnieli o wszystkim,nie martwili się już.Justin zrobił śniadanie,niestety nie miałam siły niczego przełknąć.Wiedziałam,że jeśli coś zjem,skończy się całkiem źle. Usiadłam tylko obok stołu i patrzyłam się na jajka,które rozpływały się po całym talerzu.
- Wiedziałam,że Louis nie umie gotować. - Uśmiechnęłam się,patrząc na chłopców. - Ale te jajka,Justin. - pokazałam palce. - To wygląda gorzej niż zupa,którą ostatnio ugotował Louis.
Lubiłam ich denerwować.Justin wybuchnął śmiechem i odszedł od stołu.Zrobiłam to samo.
Nie umiałam zapomnieć o przyjaciółce tak po prostu.Byłam pewna,że nic jej nie jest.Kiedy weszłam do mojego pokoju,popatrzyłam na czarną ramkę,która stała na komodzie.Było tam nasze wspólne zdjęcie.Przejechałam palcem po twarzy Annie i po raz kolejny wybuchłam płaczem.W pokoju miałam ocean łez.Tak bardzo za nią tęskniłam.Siedząc w ciszy,usłyszałam cichy szloch na korytarzu.Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Ashley,która siedzi pod swoimi drzwiami,chowając głowę w swoje dłonie.
Przytuliłyśmy się i dokończyłyśmy płakanie razem.W pewnym momencie,Ash popatrzyła na mnie
- Śmiesznie wyglądasz. - Uśmiechnęła się delikatnie. - Tusz ci spływa po całej twarzy. - Zachichotała i otarła łzy.
- Tobie też. - Uśmiechnęłam się.
Dziewczyna wyciągnęła do mnie rękę i wytarła mnie.
- Miałyśmy się nie martwić.Ona jest silna i na pewno sobie poradzi. - Powiedziała Ashley,łapiąc mnie za rękę. - Chodź.
Wstałam i poszłyśmy do łazienki by ogarnąć się tak,żebyśmy wyglądały jak ludzie.
Pomalowałyśmy się i wyszłyśmy z łazienki. Poszłyśmy do salonu,gdzie siedzieli chłopcy.Rozmawiali o czymś,ale gdy tylko weszłyśmy,zmienili temat.
***Dwa tygodnie później***
Annie nie ma nadal.Nikt nie porusza jej tematu.Chłopcy przekonują nas,że nic jej nie jest,że mamy być spokojne.Ale my boimy się o nią coraz bardziej.Ona może już nie żyć.Nie ma żadnych oznak,nikt jej nie widział.W ciszy siedzimy w salonie.Jak codziennie.Od tamtego czasu,mało ze sobą rozmawiamy.
- Koniec tego. - Ashley wstała i krzyknęła. - Dzwonię po policję.Nie może tak być. - Wyciągnęła telefon i wystukała odpowieni numer.
Nagle wstał Louis i złapał ją za rękę.
- To nie jest wspaniały pomysł. - Chwycił nerwowo komórkę Ashley.
- Możesz mi to oddać? - Ash wbiła w chłopaka morderczy wzrok.
Tomlinson pokręcił głową na znak,że może o tym pomarzyć.Wyrzucił czarnego iphone za okno.
- Ups,jaki niefart. - Zakrył ręką usta,udając przejętego.Usiadł z powrotem na kanapie i dokończył pić swój napój.
- Skurwysyn. - Mruknęła do siebie i również zajęła miejsce na kanapie.
Chłopak usłyszał obelgę,ale nie odpowiedział.Przesłał tylko szyderczy uśmieszek.
***Oczami Annie***
Otworzyłam oczy.Nie miałam pojęcia ile czasu upłynęło odkąd tu jestem.Byłam sama.Znów.Zorientowałam się,że nie mam na sobie ubrania.Byłam w samej bieliźnie.Chciałam się jakoś zakryć,ale nie miałam możliwości.Liny były silniejsze ode mnie.Próbowałam się jakoś wyszarpać.Niestety moja ciężka praca poszła na marne.Usłyszałam ten sam dźwięk uchylanych drzwi.Już wiedziałam,że to nie wróży nic dobrego.
Do piwnicy wszedł Dean.Wysoki blondyn.
- Ile można było czekać,aż łaskawie otworzysz swoje,piękne oczy? - Wyszeptał. - Możemy teraz dokończyć.- Zdjął koszulkę i podszedł do mnie.
Nie oszukujmy się.Jego ciało było cudowne.Bardzo zbliżone do Harrego.
Nagle ujrzałam Stylesa obok mnie.Widziałam jak się uśmiecha,jak trzyma mnie w swoich objęciach.
Łzy uwolniły się z moich oczu.Potrzebowałam go przy sobie.Ale go nie było.Zapomniał.Nie chciał mnie już znać.Nie szukał mnie.
Zacisnęłam oczy.Chciałam zginąć.Najbliższa mi osoba,od tygodni nie chciała już przy mnie być.
Myśli przerwał mi Dean.Nachylił się na mnie i zaczął dotykać moich piersi.Następnie rozpiął stanik i delikatnie go zdejmował.Byłam prawie cała naga.Całował mnie po sutkach,lekko je ssąc.
Z moich ust wydobył się głośny wrzask.Chłopak włożył mi do buzi skarpetki,by nikt nie usłyszał mojego błagalnego krzyku.Byłam bezradna.Nie mogłam zrobić nic.
Chłopak skierował się ku dołowi.Zaczął całować mój brzuch i kierował się coraz niżej.Zębami próbował pozbyć się moich majtek.Zaczęłam oddychać szybciej.Płakałam jeszcze bardziej.
- Dean! Dean! - Usłyszałam znajome krzyki zza drzwi. - Gdzie jesteś?!
Chłopak wstał i założył koszulę.
- Już idę! Nie drzyj się tyle! - Ruszył w stronę drzwi,zapinając ostatni guzik koszuli.
***Trzy tygodnie później***
***Oczami Anastasii***
- Nie! Ja już nie wytrzymam! Macie jej poszukać! - Zbiegając ze schodów,zaczęłam krzyczeć. - Za długo jej nie ma! Macie jej szukać!
Justin spojrzał na mnie,a następnie na chłopaków.
- W sumie,ona może mieć rację.Musimy się wziąć za robotę. - Powiedział,wstając z krzesła.
- Dobrze,poszukajmy jej. - Louis wstał i stanął obok Justina. - Ale wy macie zostać w domu i się nie ruszać. - Powiedział,patrząc każdej prosto w oczy.
Chwilę później,zniknęli nam z pola widzenia.
***Oczami Harrego***
- Słuchajcie,teraz już jest poważnie. - Urwałem. - Mógł uderzyć któryś z gangów.
- Wiem o tym,Harry. - Justin spojrzał na mnie i urwał. - Tylko który.
Weszliśmy do lasu,w którym zazwyczaj skrywało się mnóstwo schronów.Rozglądając się dookoła,trzymałem broń.Schowałem ją do kieszeni.Próbowaliśmy ją jakoś namierzyć,przez te wszystkie tygodnie wszędzie jej szukaliśmy.Tak strasznie się o nią martwiłem.O nikim innym nie myślę tylko o niej,nie chcę jej stracić.Nasza reszta gangu od samego początku pomaga nam znaleźć moją drugą połówkę serca,ale na marne.Kazałem wszystkim się zastanowić gdzie może podziewać się Annie i kto pragnął jej zrobić krzywdę.Po piętnastu minutach przyszła mi do głowy myśl.
-Tu nie chodzi o nią - krzyknąłem tak aby mogła usłyszeć mnie reszta chłopaków znajdująca się w lesie.Miałem pomysł w głowię ale nie wiedziałem czy na pewno idę w dobrą stronę.
-A o kogo?-odkrzyknął James.
-Annie nie ma wrogów-przerwałem patrząc się na reakcje kumpli.-My ich mamy.-Dokończyłem.
Pomyślałem, że ktoś pragnie mi bardzo zniszczyć życie,ta osoba zdaje sobie sprawę że bez niej,nie jestem wstanie dalej żyć.
-Masz rację,w dobrą stronę idziesz-przyznał mi rację Justin.
Wiedziałem że jeżeli się nie pospieszymy może być bardzo źle.
-Ale czy wiemy kto chcę nam wszystkim z niszczyć życie ?-spytał Louis.
-Jakim wszystkim ? -wykrzyczałem jednocześnie przeczesując ręką loki.-Chciałeś powiedzieć "kto chcę zniszczyć życie Harre'mu".-Wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem.Chodziłem dookoła chłopaków.
Kontynuowałem.-To mi dziewczyna zaginęła..-przerwałem-Co zrobiłbyś ty Louis jakby nagle tak bez pożegnania zniknęła Ash ?-spytałem wrednie patrząc się na Louis'a.Ciekawiło mnie to jak oni by się zachowali w takiej sytuacji w której ja się znajdowałem.
-Stary,przecież nie rzuciłem ją w bagażnik i jej nie porwałem -powiedział Louis chamskim tonem.
Denerwowało mnie wszystko,dosłownie wszystko.Chodziłem dookoła zastanawiając się nad osobą która najprawdopodobniej robi krzywdę Annie.
-Ej słuchajcie!-krzyknąłem zdenerwowany.-A może to Cristine?-spytałem ich już trochę milszym tonem.
Wszyscy kuple uświadomili mnie, że to nie możliwe bo ona siedzi w więzieniu.Tak faktycznie przez z nas poszła siedzieć,dużo jej zrobiliśmy,co prawda pięć lat temu ale nie wypuścili by jej tak szybko.Nie wiedziałem co teraz,jaka jest prawda i gdzie podziewa się moja dziewczyna.Stanęliśmy przy drzwiach starej piwnicy.Wydała mi się podejrzana,ale stwierdziłem,że jestem po prostu przewrażliwiony.Stałem chwilę przed starymi drzwiami,przyglądając im się.Wydawało mi się,że słyszałem rozpaczliwy pisk mojej dziewczyny.Przmymrużyłem oczy,próbując się skupić.
- Ej chłopaki. - Krzyknąłem,nerwowo odwracając się w stronę przyjaciół. - Chyba słyszałem Annie. - Pokazałem na piwnicę.
- Masz już omamy. - Powiedział Justin. - Nie marnuj czasu.
Spuściłem oczy,idąc w stronę przyjaciół.Czas spędzony w lesie,poszedł na marne.Po dziewczynie nie zostało ani śladu.Ktoś tu był dobry w te klocki.
***Oczami Annie***
Gdy zostałam sama,wyplułam skarpetki z buzi.Zauważyłam,że liny które zaciśniały moje nadgarstki,lekko się przerwały.Postanowiłam to wykorzystać.Szarpnęłam ręką z całej siły i udało mi się.Uwolniłam się z uścisko.Pośpiesznie wstałam i zaczęłam rozwiązywać moje nogi.Na parapecie wysokiego okna,leżał mój telefon komórkowy.Pobiegłam w tamtą stronę,chwytając telefon i wskakując na parapet.Cudem udało mi się przecisnąć przez wąską ramę,chwyciłam stanik który leżał na łóżku,ubrałam go i wybiegłam z tego strasznego miejsca.Byłam wolna.Poczułam świeże powietrze,którego nie miałam okazji poczuć od wielu dni.Byłam prawie naga,schowałam się w gęste krzaki i zadzwoniłam do przyjaciółek.Odebrał prawie od razu.
- Słuchaj,później ci wyjaśnię. - Zaczęłam nerwowo. - Będę w domu za dwadzieścia minut. - Rozłączyłam się i zaczęłam biec w stronę ulicy,gdzie znajdował się nasz dom.
Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę.W sumie nie dziwię im się.Nie codziennie widuje się dziewczynę z poranioną twarzą w samej bieliźnie.Tusz spływał mi po policzkach.Wyglądałam jak zoombie.Gdy tylko zobaczyłam mój dom,wybuchłam płaczem.
Wbiegłam do niego i upadłam na miękki dywan.Nie miałam zupełnie siły.Kolejny raz straciłam przytomność.
***Oczami Harrego***
Gdy ujrzałem Annie,od razu zrobiło mi się słabo.Wyglądała okropnie,jakby wyszła z sali tortur.Podeszłem do niej,próbując ją ocucić,ale na marne.
- Annie! Annie! - Krzyczałem,potrząsając dziewczyną.- Przynieś mi szklankę z wodą! - Krzyknąłem do Louisa,który stał z przerażoną miną.
Gdy chłopak to zrobił,wylałem kilka kropel na twarz dziewczyny.Powoli zaczęła otwierać oczy.
- Gdzie ja jestem? - Cicho mruknęła w moją stronę.
Nie odpowiedziałem jej.Wziąłem jej osłabione ciało i zaniosłem prosto do łóżka,a następnie poszedłem po opatrunki.Odkaziłem głębokie rany z jej pięknej twarzy i zakleiłem plastrami.
- Jeśli się nie zagoi,będzie trzeba szyć. - Wyszeptałem,trzymając ją za rękę.
Jej prawie nagie ciało było niemalże zamrorzone.Otuliłem ją swoją koszulą i przykryłem dwiema kołdrami.
Po chwili usłyszałem znajomy dzwonek do drzwi.
- Możecie otworzyć?! - Wykrzyczałem. Niestety nikt się nie odezwał. - Cholera. - Wychrypiałem. - Czekaj tu na mnie. - Puściłem drobną dłoń i pośpiesznie zbiegłem na dół.Otworzyłem drzwi i ku moim oczom pokazała się chuda dziewczyną z blond lokami.Znałem ją doskonale.
- Cristine. - Mruknąłem,marszcząc brwi.
W odpowiedzi dostałem delikatnego całusa w policzek.Dziewczyna słodko się uśmiechnęła i wręczyła mi kartkę.
- Co to ma być?! - Wykrzyczałem.
Cristine nie odezwała się,tylko pomachała mi i zniknęła.Zamknąłem drzwi i przyglądałem się zwiniętej karteczce.
Usiadłem na kanapę i wahałem się z otworzeniem liściku.Po chwili jednak rozwinąłem papierek i momentalnie zamarłem.
"Chcesz wiedzieć,co działo się z twoją dziewczyną przez ostatnie tygodnie? Przypomnij sobie co wy robiliście mi,zanim trafiłam do więzienia. Cristine. xx"
Po ujrzeniu tekstu,nie mogłem się ruszyć.Zaczęło mi się wszystko przypominać.Ten czas,kiedy Cristine była dziewczyną,każdego z nas,te wszystkie chwile które spędziliśmy.Dobrze pamiętam co stało się dnia piętnastego stycznia.Właśnie to,co napisała na kartce.Tekst napisany był tym samym stylem pisma,co liścik wrzucony do pokoju dziewczyn.I wszystko stało się nagle jasne.
- Harry... - Usłyszałem cichy i delikatny głos.Wstałem a za mną pojawiła się Annie.
- Cholera jasna,wracaj do łóżka! - Krzyknąłem
- Harry. - Urwała. - Chcę wiedzieć kim naprawdę jesteś.
____________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Następny rozdział powinien pojawić się w niedziele.
Dziękuję tym osobą które czytają i komentują <3
No no nieźle :P
OdpowiedzUsuń+Zapraszam do siebie :)
Fanfiction o Demi, Niallu, Miley, Zaynie, Jelenie i Justinie :)
Chłopacy spędzają urodziny Nialla w klubie burleski gdzie tańczą Miley i Demi.Jakie pytanie męczy Zayna po zobaczeniu występu dziewcząt ? :D Co stanie się Demi ? I co Justin kombinuje ?
PRZECZYTAJ i się dowiedź ♥
http://burlesqueclublosangelesff.blogspot.com/
@KsiezniczkaJusa :)
OMG ;_; Nie daloby sie wczesniej?? Jezuu genialne *0*
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam pierwszy rozdział i jestem naprawdę zainteresowana dalszym czytaniem :) Jeśli będzie nowy rozdział to proszę informuj mnie ♡♡ @juardese
OdpowiedzUsuńciekawy rozdział :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńJezuu świetny , brak słów <3
OdpowiedzUsuńwspaniały
OdpowiedzUsuńŚWIETNY FANFICTION!!! Pewnie masz 6 z polskiego xx poinformuj mn jak bd następny rozdział ♥ @papixsi ♥
OdpowiedzUsuńO Matko Świetne po prostu.! <3 !
OdpowiedzUsuńświetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie:
- http://theislandgirl-tlumaczenie.blogspot.com/
- http://wanted-fanfiction-pl.blogspot.com/