wtorek, 25 lutego 2014

4. - This is forever.

**Oczami Anastasii**

To już ostatni dzień,który spędzimy w lesie z chłopakami.Po południu wracamy do naszego kochanego domu.Chłopaki sprzątają wszystko co przywieźliśmy,a my jak zwykle plotkujemy.
- Wydaje mi się,że było całkiem fajnie. - Powiedziałam do dziewczyn zmęczonym głosem.
- Mnie też się podobało. - Odrzekła Ashley,z uśmiechem na twarzy.
Gdy chłopcy już prawie wszystko sprzątnęli,podeszli do nas.
- Może przejdziemy się nad jeziorko? - Zaproponował Justin. - Jest taka ładna pogoda,szkoda by było tego nie wykorzystać.
- No nie wiem czy to dobry pomysł,Justin. - Urwałam,ale chłopak nie chciał mnie słuchać.
- Chodź. - Przerwał. - Nie marudź. - Wziął mnie za rękę,a następnie pociągnął przed siebie.
Nie odzywając się ani słowem,poszłam za nim.
- My dojdziemy do was później.Chcemy się upewnić,czy niczego nie zostawiłyśmy. - Powiedziała Annie i razem z Ash zaczęły się rozglądać po okolicy.
Szłam z Justinem za rękę w ciszy.Obok nas szli Louis i Harry,a jak to oni ciągle się darli i przepychali.Głowa mi już pękała od ich dziecinnych pisków.
- Już nie daleko. - Spojrzał na mnie Justin z uśmiechem.
Odpowiedziałam sztucznym zachichotaniem.Kiedy doszliśmy,trzymałam się od wody z daleka i usiadłam pod jakimś starym drzewem.Z niecierpliwością czekałam,aż moje przyjaciółki przyjdą,bo nie chciałam siedzieć tam sama z chłopakami.Nagle Justin bardzo głośno mnie zawołał.
- Anastasia! - Wykrzyczał,stojąc przy brzegu.
- Hmm? - Mruknęłam.
- Chodź! - Urwał. - Musisz coś zobaczyć!
Wstałam powoli i podeszłam do chłopaka.
- Co takiego? - Spytałam cicho,pochylając się nad wodą.
- Patrz. - Urwał,pokazując palcem na wodę. - Musisz się bardziej pochylić,by zobaczyć. - Złapał mnie za plecy.
Zrobiłam,to co chłopak kazał,lecz nie widziałam nic,poza paroma kamykami na dnie.Przyglądałam się dłuższą chwilę,by ujrzeć coś niezwyczajnego.
Nagle podbiegli do mnie chłopcy i popchnęli mnie prosto do wody.

**Oczami Justina**

Wepchnęliśmy Anastasię do wody i patrzyliśmy na jej reakcję.
- Justin,ona się chyba topi. - Powiedział Louis,patrząc na dziewczynę,która rozpaczliwie szamotała się w wodzie.
- Ona udaje. - Urwałem,patrząc na nią. - Chce nas nastraszyć.
Po chwili,Anastasia zniknęła zupełnie pod wodą.Cholernie się wystraszyłem,zobaczyłem,że to nie żarty.Zdjąłem w pośpiechu koszulkę i pobiegłem w stronę jeziora.
- Zadzwońcie do dziewczyn. - Wykrzyczałem do chłopaków i wskoczyłem do mętnej wody.
Przez chwilę,nie mogłem znaleźć blondynki,robiłem co tylko w moich siłach.Przeszukiwałem dno,co chwilę wynurzając się,by złapać trochę tlenu.Przegrzebując piasek,zauważyłem jak Ana leży obok wielkiego kamienia.Szybko do niej podpłynąłem,złapałem ją i wynurzyliśmy się z wody.Nie ruszała się i nie oddychała.Pobiegłem z nią na ląd i położyłem na piasku,stały tam dziewczyny.Zacząłem sprawdzać puls,na szczęście był.
- Czy wy jesteście do cholery normalni!? - Wykrzyczała mi prosto w twarz Annie
- Kurwa. - Krzyknąłem. - Teraz nie rób mi wyrzutów,tylko daj mi się skupić. - Powiedziałem nerwowo,zaczynając robić masaż serca.
- Chyba dobrze wiedziałeś,że nie umie pływać! - Dziewczyna kontynuowała krzyczenie na mnie.
- Zamknij się. - Krzyknąłem. - Nie wiedzieliśmy,do cholery. - Powiedziałem,sprawdzając oddech.
Dziewczyna powoli otworzyła oczy.
- Ana?! - Krzyknąłem jej w twarz. - Ana,odezwij się. - Nerwowo potrząsałem jej głową.
Anastasia otworzyła oczy,była cała sina.
- Co się stało? - Spytała skołowana. - Kręci mi się w głowie,jest mi zimno. - Spojrzała na mnie. - I co robisz bez koszulki? - Zachichotała.
No tak.Humoru nie było jej brak.

**Oczami Anastasii**

Otworzyłam oczy i ujrzałam Justina.Zupełnie nie pamiętałam co się działo,przez ostatni czas.Powoli się podniosłam by usiąść.Bieber podał mi rękę.Gdy usiadłam,poczułam rażący ból z tyłu głowy.
- Dziękuję. - Ledwo zdążyłam powiedzieć te słowa i poczułam,że z buzi leci mi krew.Pomyślałam,że pewnie uderzyłam się w zęba,ale nie.Zaczęłam wymiotować krwią i w jednej sekundzie zrobiło mi się czarno przed oczami,osunęłam się w ramiona Justina.

**Oczami Justina**

Ana znów zemdlała,opadła w moje ramiona,nie mogliśmy czekać,mogło jej się coś poważnego stać.Wziąłem ją na ręce i szybko pobiegliśmy do naszego samochodu.Wsiadłem do niego i położyłem dziewczynę na siedzenie,trzymając ją za rękę.
-Będzie dobrze,zobaczysz,wszystko będzie ok. - Powtarzałem cicho,patrząc na jej zamknięte oczy.Głos mi się trząsł i uroniłem małą łzę z policzka.Szybko ją otarłem i pociągnąłem nosem.
- Długo będziecie się jeszcze do cholery wybierać? - Krzyknąłem w stronę kierowcy.
- Już jedziemy. - Powiedział Louis,po czym wcisnął pedał gazu.
Obok niego siedział Harry,patrząc na mapę i kierował Tomlinsona,by jak najszybciej trafił do najbliższego szpitala,który się znajdował.
- Jesteś pewien,że dobrze jedziemy? - Spytał Louis. - Ciągle jesteśmy w ciemnej dupie.
- Jestem pewien. - Odpowiedział Harry,przyglądając się mapie. - Teraz powinieneś skręcić w lewo. - Pokazał palcem drogę.
- Pokaż mi to. - Lou wyrwał mapę Harremu i spojrzał na nią.
- Jesteś totalnym idiotą,Styles. - Louis walnął się ręką w czoło.
- Co ja ci zrobiłem? - Powiedział Harry,z lekkim poirytowaniem.
- Wiesz,że cały czas. - Przerwał. - Calutki czas,trzymałeś mapę do góry nogami?
Harry nic nie odpowiedział,a ja otulałem zimne ciało Anastasii moją koszulką,którą wcześniej zdjąłem.
Cały się trząsłem,zobaczyłem,że naprawdę zachowujemy się jak małe dzieci.Przez nas może nie przeżyć.
Po dłuższym czasie udało nam się znaleźć odpowiednią drogę.Annie i Ashley cały czas płakały,były na nas wściekłe.Nie dziwię im się,też jestem na nas zły.Podróż mijała tak,jakbyśmy jechali cały dzień,a to było zaledwie pół godziny.
Kiedy dojechaliśmy,w pośpiechu i napięciu wziąłem Anastasię na ręce i pobiegłem do drzwi,którymi wchodziło się do przychodni.Ostatni raz sprawdzając,czy jeszcze żyje,zacząłem krzyczeć,że potrzebujemy natychmiastowej pomocy.Od razu przyjęto ją do sali,kazano położyć mi ją na łóżko i kazali nam poczekać na korytarzu. Usiadłem na krześle,opuszczając głowę i uroniłem kilka łez.Poczułem dotyk na plecach.
- Będzie dobrze,miejmy nadzieję. - Podeszła do mnie zapłakana Annie.
- Musi być,ona jest silna. - Powiedziałem przez łzy.
Dziewczyna usiadła obok mnie i siedzieliśmy w ciszy,nie byliśmy w stanie nawet się odezwać.
Odwróciłem głowę w lewo i zobaczyłem jak Ashley wtulona w Louisa płacze tak,że nie może złapać oddechu.Po chwili przypomniałem sobie,że obok nas brakuje Harrego.
- Gdzie on jest? - Nagle spytałem dziewczyny,która szlochała obok mnie.
- Kto? - Spytała ocierając oczy.
- No. - Przerwałem. - Styles.
- Został w samochodzie. - Urwała. - Powiedział,że nie chce tego widzieć.
Pokiwałem głową i ponownie opuściłem ją w dół,przyglądając się kafelkom.
Nie odzywaliśmy się,gdy nagle usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi.
- Kto jest z Panią Anastasią? - Powiedziała pielęgniarka,przekładając kartki w swoim notesie.
Wszyscy poderwaliśmy się i poszliśmy w stronę oddziału.
- O. - Urwała pielęgniarka. - Widzę,że sporo was tu. - Powiedziała,po czym otworzyła nam drzwi. - Możecie odwiedzić koleżankę.
Stanąłem obok łóżka Any,patrząc jak leży podłączona do tlenu.Jej ciało było zimne,sprawiała wrażenie,jakby zasnęła już na zawsze.Na szczęście maszyna pokazywała,że jej serce pracuje,uspokajało mnie to.Usiadłem na krzesełku,które znalazłem,złapałem ją za rękę i pocałowałem.Właśnie w tedy blondynka otworzyła oczy i drżącą ręką zdjęła z twarzy maskę,która pomagała jej oddychać.
- Co się dzieje,Justin? - Spojrzała na mnie. - Co ja tu robię?Proszę,powiedz mi to. - Pytała mnie osłabionym głosem.
- Stał się pewien wypadek. - Urwałem,ocierając łzę,bo wiedziałem,że to wszystko przeze mnie. - Opowiemy ci później,jak już się stąd uwolnisz.
- Długo tu jeszcze będę? - Spytała,rozglądając się powoli.
- Tego nie wiemy. - Powiedziałem cicho.
Dziewczyna założyła znów maskę na twarz i opuściła głowę,pozwalając jej,zatopić się w miękkiej poduszce.
Annie i Ashley,przytulały dłoń przyjaciółki,płaczę ze szczęścia,że wygrała walkę o życie.Niestety wyproszono nas z sali,ponieważ musieli zrobić badania naszej przyjaciółce.Gdy wyszliśmy,na korytarzu zobaczyliśmy,że na krześle siedzi Harry.Gdy tylko skierował wzrok na nas,nerwowo się podniósł.
- Żyje? Oddycha? Ma się dobrze? - Pytał nerwowo.
- Jest wszystko ok,tylko możliwe,że przez jakiś czas będzie miała problemy z bólem głosy. - Powtórzyłem przyjacielowi to,co usłyszeliśmy od lekarza Anastasii.
- W sumie,to dobrze. - Uspokoił się.
Gdy lekarz wyszedł z sali,dziewczyny poszły się dowiedzieć szczegółów.
- Ana zostanie w szpitalu na noc. - Powiedziała Ashley,która wracała od lekarza.
- Cholera. - Urwałem. - Musimy iść do pracy,nie możemy zostań. - Powiedziałem,a moi przyjaciele przytaknęli.
- Ok,my zostaniemy z nią same. - Powiedziała Annie,rozumiejąc sytuację.
Przeprosiliśmy grzecznie,a w zamian dostaliśmy parę uśmiechów.
- Właśnie,trzeba się zbierać.- Powiedział Harry,patrząc na zegarek.
- Masz rację. - Przerwał Louis. - Szykujmy się.
Potwierdziłem i żegnając się wyszliśmy ze szpitala

**Oczami Annie**

Zostałyśmy same,usiadłyśmy na korytarzu,czekając aż ktoś pozwoli nam wejść do przyjaciółki.Byłyśmy o wiele spokojniejsze,gdy okazało się,że żyje.Musimy wrócić autobusem,ponieważ chłopaki nie mogą nas zabrać.
Po chwili nas zawołano i wpuszczono do Any.Przyjaciółka wyglądała na bardziej żywszą,niż wcześniej,nie potrzebowała już maski.W ręce miała wkute wenflony i kroplówki,wyglądało to strasznie.
- Proszę. - Zaczęła Anastasia. - Chociaż wy powiedzcie mi,dlaczego tu leżę.Nie pamiętam zupełnie nic. - Mówiła błagalnym wzrokiem.
- Poszliście nad jeziorko i wpadłaś do wody. - Urwałam. - Justin cię uratował,gdyby nie on,nie byłoby cię już na naszym świecie.
Nie chciałam jej mówić,że to oni ją wepchnęli,nie wiedząc,że nie potrafi pływać.
- To wszystko wyjaśnia. - Zachichotała. - A gdzie oni są? Chciałabym podziękować,za ocalenie życia. - Rozejrzała się.
- Musieli jechać do pracy. - Powiedziała Ashley
- A gdzie oni pracują? - Spytała zaciekawiona,myśląc,że się dowiedziałyśmy.
- Nie wiem i proszę nie wracajmy do tego. - Powiedziałam smutno.
Dziewczyny zgodziły się ze mną i zmieniłyśmy temat.Humor nam się poprawił,nie było już tak ponuro jak wcześniej.Ściemniło się,a Anastasia poszła spać,ponieważ miała ciężki dzień i była wykończona.My również zasnęłyśmy na krzesełkach,które stały pod oknem.Anastasia budziła się co chwilę,pytając czy jesteśmy,czy jej nie zostawiłyśmy.
- Jak mogłybyśmy cię zostawić? - Wyszeptałam,podchodząc do niej i głaszcząc ją po głowie.
Krzesła były tak nie wygodne że ledwo się ruszałam,marzyłam położyć się w moim łóżku,i spać przez cały czas,ale to nie było takie proste.
Następnego dnia,o poranku,zrobiono Anie jeszcze kontrolne badania i o dwunastej w południe dostała wypis.Chłopcy zamówili nam taksówkę,która punktualne przyjechała pod szpital.Opłacili ją,byśmy spokojnie dojechały do domu.Przez całą drogę spałyśmy,ponieważ byłyśmy wyczerpane,spaniem na krzesłach przy łóżku przyjaciółki.Dojechałyśmy po półtorej godziny.Podziękowałyśmy i wysiadłyśmy z wozu,po czym głęboko odetchnęłyśmy,stojąc pod naszym ukochanym domem.Weszłyśmy do środka i pomogłyśmy wejść Anie na górę,tak by nie upadła.Położyłyśmy ją do łóżka i razem z Ashley poszłam zrobić obiad.Dziwne,ale odprężało nas to.
Zaczęłyśmy rzucać się mąką i cała kuchnia była biała,a razem z nią,my.Czułam się bardzo dobrze,gdy stałam przy garnkach,myśląc że Anastasia poczuję się lepiej jedząc nasz pyszny obiad.
W pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Ty otwórz. - Ashley popchnęła mnie w stronę drzwi,śmiejąc się.
Podeszłam bliżej,otrzepując z siebie mąkę.Po otworzeniu drzwi,ku moim oczom pokazał się Justin,Loui i Harry.
- Oh.- Powiedział Harry. - Chyba przeszkadzamy. - Zmierzył mnie wzrokiem i zaczął się śmiać.
- Nie,wejdźcie. - Otworzyłam szerzej drzwi,wpuszczając chłopców.
- Przyjechaliśmy sprawdzić czy dojechałyście całe. - Powiedział Justin.
- Tak,jesteśmy w jednym kawałku. - Zaśmiałam się.
Chłopak odwzajemnił uśmiech.
- A gdzie Anastasia? - Zapytał,rozglądając się.
- Oh,leży w swoim pokoju.Możesz ją odwiedzić,na pewno będzie jej miło. - Powiedziałam wskazując palcem.Przyglądałam się chłopakom którzy wchodzili do naszego domu.Weszłam za nimi do kuchni,kontynuować obiad który zaczęłam z Ash. Posypując pierś z kurczaka mąką,poczułam na swoich biodrach uścisk a na szyi oddech
-Seksownie wyglądasz,jako kucharka-usłyszałam niski głos mojego chłopaka.Odwróciłam się do niego,nasze twarze dzieliło parę centymetrów,uśmiechnęłam się na sam widok jego zielonych oczu.
-Ah tak.-westchnęłam.Rozejrzałam się po pomieszczeniu,następnie ponownie wracając do oczu Harrego.
-Masz zamiar mnie tak trzymać w objęciach.-patrzyłam na niego mówiąc.
-Całe życie mogę tak stać..-przerwał uśmiechając się-przytulając cie,całując,po prostu żebyś była,aniele.
Zaczerwieniłam się po jego słowach.Uśmiechnęłam się,cmoknęłam go w usta na znak odpowiedzi.
-A będziesz mnie kochał jak zrobię coś głupiego ?-spytałam jednocześnie się śmiejąc.Harry patrzył na mnie zaciekawionym wzrokiem.Chciałam zacząć mówić ponownie ale chłopak mnie wyprzedził.
-Będę Cie kochać zawsze.-cmoknął mnie w usta i się odwrócił,rozglądając się po pomieszczeniu
-Gdzie wszyscy ?-spytał zaciekawiony.Machnęłam ramionami na znak odpowiedzi.Przesunęłam sobie krzesło żebym mogła sięgnąć miskę z górnej pułki,gdy przesunęłam krzesło przed szafkę,stanęłam na nie,poprosiłam Harrego aby przytrzymał mi krzesło.Gdy Harry był skupiony trzymaniem mi krzesła, wzięłam do małej dłoni mąkę,cała zawartość białego proszku wylądowała na głowie Harrego. Ze skoczyłam z krzesła i zaczęłam biec w stronę salonu tak aby Harry mnie nie dogonił.Odwróciłam się zobaczyć,czy Harry jest gdzieś w pobliżu.
-Przepraszam -wyjąkałam przez śmiech -nie mogłam się powstrzymać -tłumaczyłam, śmiejąc się.Harry zbliżał się małymi krokami w moją stronę.
-To była ta twoja głupia rzecz?-spytał ze sztucznym uśmiechem.Patrzyłam na niego i nie mogłam przestać się śmiać.Przyglądałam się jego brudnej twarzy.Harry przerzucił mnie przez swoje ramię.Zobaczyłam że całej sytuacji przygląda się Ash,Anastasia,Louis i Justin.
-Puść mnie-krzyknęłam,waląc go pięściami w plecy.Za śmiałam się do siebie.
-Już nie jesteś taka rozbawiona ?-spytał,wyczekując mojej reakcji
-Tylko to ty-przerwałam,śmiejąc się.Kontynuowałam - To ty.. masz brudną twarz i włosy.Zdjął mnie z ramienia i postawił na ziemię.Po patrzył się na mnie,uśmiechając się.Gdy tak na niego patrzyłam,od razu chciało mi się śmiać,a jego to troszkę denerwowało.Czasem wpadam na głupie pomysły,ale na prawdę nie mogłam się powstrzymać,siła wyższa.Ana uśmiechnęła się w moją stronę.Rozbawiona podeszłam do niej z pytaniem czy czuję się dobrze,opowiadała że czuję się bardzo dobrze,tylko narzekała na ból głowy.Obiad nie został dokończony,przez brak składników.Siedzieliśmy przez cały wieczór wtuleni,oglądając filmy.Położyłam głowę na kolanach Harrego,w takiej pozycji zasnęłam.Po czułam oddech przy moim uchu.
Usłyszałam szept - Kocham cie,aniele.Harry przeniósł mnie do mojego pokoju,układając na łóżku,wtuliłam się w poduszkę,padłam w objęcia Morfeusza.

                                                         


                                                          ***OCZAMI ASHLEY*****

Minęło parę dni od tych wszystkich wydarzeń.Dzisiejszego dnia wybieram się do Louis'a chcieliśmy spędzić parę godzin razem.On dużo "pracuję" i przez to nie mamy dla siebie czasu.Myślałam z dziewczynami nad zmienieniem pracy na inną,przeszkadzały mi godziny w których pracowałyśmy,Anastasia miała zwolnienie i nie chodziła do pracy,ja natomiast z Annie męczyłam się nadal.Ta praca mnie już przerastała.Chciałam po prostu się zwolnić.
                                                                                ***

Ubrałam buty,kierując się w stronę drzwi wyjściowych.Umówiłam się z chłopakiem w parku,więc w tamtą stronę zaczęłam się kierować.Po długim spacerze,w końcu ujrzałam Louis'a.Tylko gdy mnie zobaczył szeroko się uśmiechnął,gdy znajdowałam się naprzeciwko chłopaka,on przyciągnął mnie do siebie i pocałował,odkleiliśmy się od siebie, tym samym Louis chwycił mnie za dłoń i  splótł nasze palce,szliśmy przez park,rozmawiając o różnych sytuacjach.Mówiłam mu swoje plany związane z pracą.Słucham mnie z takim zaciekawieniem,że aż głupio było mi się zamknąć.
-A wiesz dobrze się składa,kochanie-usłyszałam głos chłopaka,idącego ku mojego boku.Spojrzałam na niego ze zdziwieniem,zastanawiając  o co mu chodzi,słuchałam go dalej.
-Chodzi o to że rozmawialiśmy z chłopakami na ten temat-powiedział zatrzymując się.
-Jaki temat ? -spytałam patrząc mu się prosto w oczy.
-Chodź-przerwał,ciągnąc mnie za rękę.-Do mnie-dokończył.Szłam za nim zastanawiając po co mamy iść do niego.Stałam przed jego drzwiami i czekałam razem z chłopakiem aby ktoś otworzył nam drzwi.Drzwi się uchyliły a przed nami stanął Justin a  ku jego boku Anastasia.Uśmiechnęłam się do pary,Louis chwycił mnie ponownie za dłoń i pociągnął do swojego pokoju,gdy chłopak zamknął drzwi jego pokoju,usiadłam na łóżku i czekałam aż ponownie zacznie mówić.
-Poczekaj zobaczę czy Annie jest u Harrego-krzyknął podekscytowany,wybiegając jednocześnie z pokoju.Siedziałam sama w tych czterech ścianach,czekając aż mój chłopak powróci do pomieszczenia w którym się znajdowałam.Po 10 minutach,Louis wszedł do pokoju znów chwytając mnie za rękę,stanął i po patrzył mi się w oczy.Podniósł mnie i zbiegł ze mną na dół,opuścił mnie za ziemię i ręką wskazał kanapę,na której siedziały moje przyjaciółki,zajęłam miejsce koło dziewczyn,patrząc się na szatyna.
-Wiem że się krótko znamy-powiedział Justin patrząc się na Anastasie.Klęknął przed nią jednocześnie mówiąc
-Zamieszkasz ze mną,misiek-przerwał patrząc na jej reakcje,po czym kontynuował dalej - Kocham Cie,Anastasio i chcę abyś znajdowała się cały czas koło mnie,dajesz mi mocy,bez której nie mogę żyć.Siedziałam i przyglądałam się całej sytuacji bardzo bacznie.Po czym Louis uklęknął chwytając mnie za kolana.
-Zamieszkaj ze mną -Prosił błagalnie,patrząc mi w oczy.Myślałam nad tym co mam powiedzieć przez dłuższy czas,ale nic mi nie przychodziło do głowy.Wyjąkałam z siebie:
-A co z pracą?-spytałam szatyna.Analizując całe wydarzenie, zastanawiałam się czy dobrze postępuję.Miałam zamiar zgodzić się na propozycję chłopaka.Louis przybliżył  się do mojego ucha .
-Zwolnij się i po prostu żyj ze mną,skarbie.Może to głupie ale nasza trójka zgodziła się na propozycje chłopców.
                                                             
                                                                       ***
Z dziewczynami postanowiłyśmy sprzedać nasz dom i zamieszkać z chłopakami,będę spała z Louisem,mam nadzieje że wszystko będzie po mojej myśli.Kocham go.
Spakowałyśmy się i pożegnałyśmy z naszym domem.Tyle było w nim wspomnień.Z przyjaciółkami stanęłyśmy na środku już teraz pustego domu,przytuliłyśmy i wyszeptałyśmy do siebie
-Zaczynami nowy rozdział w naszym życiu.
W siadłyśmy do taksówki,patrzyłam przez okno samochodu i podziwiałam krajobraz.Gdy samochód stanął na przeciwko domu chłopaków,głośno westchnęłam.Teraz bez żadnego "ale" mogę powiedzieć że ten dom jest nasz,uśmiechnęłam się do siebie i otwarłam drzwi samochodu.Zobaczyłam Louisa wychodzącego z domu,pocałował mnie w usta i schylił się po walizkę która znajdowała się w bagażniku.
Siedziałam w pokoju i rozpakowywałam swoje rzeczy.Byłam wykończona i w duszy cieszyłam się że skończyłam się rozpakowywać.Zeszłam na dół i w kuchni zastałam Annie i Anastasie.
-Chodź,zrobiłyśmy kanapki-przerwała Anastasia.-Zjedź z nami jak za dawnych czasów-Dokończyła Anastasia.Uśmiechnęłam się,siadając na krzesło przytuliłam je mocno.
-Już nam wystarczy-zaśmiała się Annie
Wstałam by odłożyć talerz do zmywarki.Miałam iść na górę ale przypomniało mi się że potrzebuję noża aby naprawić suwak od mojej walizki,wróciłam się do kuchni i przelotnie uśmiechnęłam się do przyjaciółek.Otwarłam szafkę w której zamiast sztućcy znalazł bardzo dużą ilość pieniędzy.
-Dziewczyny patrzcie-powiedziałam przerażona,jednocześnie pokazując kupę pieniędzy.Bez zastanowienia zaczęłam krzyczeć imię swojego chłopaka.Przyjaciółki przyglądały mi się ze zdziwieniem.
-Co się stało?-spytał zmęczony Louis.Nie wiedziałam co mam powiedzieć,co to miało znaczyć,skąd miał tyle pieniędzy.Popatrzył na moje dłonie w których trzymałam dużą ilość pieniędzy.Wszyscy domownicy przyglądali się tej sytuacji.
-To są nasze oszczędności,na które długo pracowaliśmy-powiedział Harry,podchodząc i wyrywając mi pieniądze i ponownie chowając pieniądze do szafki.Patrzyłam na Harrego chowającego pieniądze,uświadamiając sobie że zachowałam się jak totalna idiotka.

KONIEC ROZDZIAŁU 4

_______________________________________________________________________
czytasz=komentujesz



                                             

9 komentarzy:

  1. cudowne! kiedy następny? :) @69Bieber94

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie długo <3 Postaramy się jak najszybciej ,poinformujemy cie na tt <3 Dziękujemy <3

    OdpowiedzUsuń
  3. chcę już następny ;* świetnie piszesz ily <3
    @Mrs_Ola_Bieber

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko tak szybko się dzieje *.* Ale jest fajne ;) @KsiezniczkaJusa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej, Harry... Ale rozumiem jego zachowanie. Wgl podoba mi się ta historia, fajna fabuła. Zachowania nie są do końca naturalne, ale co tam. Mogłybyście mnie informować o nowych rozdziałach?
    @KaciaUnicorn

    OdpowiedzUsuń
  6. dfvefjgrfweijfgreogfj ten rozdział jest świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy kolejny rozdział , naprawdę mi się podoba ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. kjfkrfirgdkgrbgfkds rozdział jest świetny kiedy 6 , nie mogę się doczekać <33

    OdpowiedzUsuń