**Oczami Annie**
Kiedy promienie słońca przedarły się przez zasłony mojego pokoju,leniwie przekręciłam się na drugi bok ,jednocześnie sięgając po komórkę, patrzyłam zaspanymi oczami na wyświetlacz z rozczarowaniem,nie było żadnej wiadomości,moje myśli przez cały czas były zawładnięte przez bruneta z burzą loków i pięknymi ,zielonymi oczami.W mojej głowie było mnóstwo pytań na których nie znałam odpowiedzi.Przyglądając się tak długi czas w wyświetlacz telefonu, opadłam na łóżko odwracając się do pozycji w której znajdowałam się paręnaście minut temu ,z myślą że uda mi się powrócić do snu.Po chwili namysłu zerwałam się z łóżka i ruszyłam w stronę schodów.Moje nogi poruszały się w bardzo powolnym tempie,gdy dotarłam do kuchni,otwarłam szerzej oczy,kiedy,ujrzałam smukłą sylwetkę mężczyzny odwróconą do mnie tyłem,wiedziałam że to Harry,poznałam go po ciemnych lokach.Szybkim ruchem schowałam się za ścianę tak aby mnie nie zobaczył .Odwracając się plecami do ściany ,na sofie w salonie zobaczyłam Ash i Anastasie,patrzyły na mnie głupio, jednocześnie się uśmiechając,machały ręką na znak abym do niego poszła.Patrząc na nie zaczęłam stukać się palcem w czoło.One chyba oszalały - pomyślałam.Z szokowana całą sytuacją wbiegłam po schodach w stronę mojego pokoju.Po dotarciu ,rzuciłam się na łóżko, zmyślą że jak nie będę wychodzić z pokoju to Harry sobie pójdzie,ale z drugiej strony chciałam z nim pogadać i dać mu się pocałować.Moje myśli przerwało głośne pukanie w powierzchnie drzwi.Odchrząknęłam głośnym "proszę",podnosząc się do pozycji siedzącej.Za drzwi wyszedł Harry,który uśmiechnął się na mój widok.
-Dzień dobry,piękna-powiedział niskim głosem,uśmiechając się.
Przyglądałam mu się przez cały czas bez słowa.Harry usiadł na rogu łóżka również mi się przyglądając.Siedzieliśmy w milczeniu dobre 5 minut,spojrzałam mu prosto w oczy, na co on się uśmiechnął,zrobił to tak nagle że się zawstydziłam.Opuściłam głowę,moja pościel naglę zrobiła się taka ciekawa.Harry chwytając mnie za podbródek lekko uniósł moją głowę ku górze,patrząc mi prosto w oczy po czym zaczął mówić
-Słyszałem że przede mną uciekałaś..-zaśmiał się do siebie-..również słyszałem twoje kroki jak schodziłaś po schodach,nie uda Ci się przede mną uciec,nie tym razem-powiedział przyglądając się mojej reakcji,przechylił lekko głowę w bok,zbliżył się do mojego ucha i szepnął
-Bardzo tęskniłem,nie pozwolę Ci odejść drugi raz.Odsunął się ode mnie,patrząc mi prosto w oczy.Przeszły mnie dreszcze po jego słowach.Patrzyłam na niego i podziwiałam jego zielone oczy, uśmiechnęłam się do niego.Moje ciało lekko posunęło się w jego stronę,moje ramiona uniosły się ku jego ramion.Przytuliłam go tak mocno.Harry położył swoje dłonie na moich plecach i lekko zacisnął je w okół mojej talii.
-Kocham Cie-wyszeptałam mu do ucha,przytulając się do niego mocniej.Na znak odpowiedzi Harry ścisnął mnie mocniej.
Do końca dnia,z Harrym znajdowaliśmy się w pokoju,leżąc,wygłupiając się i rozmawiając.Myślałam że już nigdy go nie zobaczę,ale się myliłam.Tego dnia prędko nie zapomnę.Harry wydawał się czuły,troskliwy,był jak idealny facet którego pragnie każda dziewczyna.
***
-Muszę Ci coś powiedzieć-usłyszałam jego ochrypły szept.
Moja mała dłoń powędrowała w stronę jego dłoni,zwinnym ruchem spletliśmy palce.Spojrzał na nasze dłonie a następnie znowu na mnie.
-A więc ?-spytałam
Byłam jednocześnie przestraszona,a z drugiej strony ciekawa co chcę mi powiedzieć.Patrząc na jego mimikę twarzy,wydawało mi się że to nic strasznego.
-Chodzi o to że wpadliśmy na pomysł z chłopakami...
Przerwałam mu głośnym westchnięciem.
.Spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem po czym zaczął kontynuować dalej.
-...więc wpadliśmy na pomysł abyśmy.
Jego wypowiedź przerwało mu głośne stukanie do drzwi.Osoba która stała była tak nie cierpliwa że nawet nie poczekała na znak odpowiedzi.Drzwi otwarły się szerzej i walnęły z wielkim hukiem w ścianę mojego pokoju.Przestraszona tym dźwiękiem lekko podskoczyłam na co Harry zaśmiał się do siebie.Do sypialni weszli Justin i Louis a zaraz po nich,wbiegły rozśmieszone dziewczyny.Patrzyłam się na nich,lekko zdziwiona i zastanawiałam się,dlaczego są takie wesołe.Ashley wbiegła na moje łóżko i zaczęła po nim skakać.
- I co,i co, i co? - Krzyczała Ashley,ciągle skacząc po łóżku.
- Ale co? - Przerwałam i spojrzałam na przyjaciółkę. - O co ci chodzi? - spytałam zdziwiona.
- Harry,nie pytałeś jeszcze? - Anastasia spojrzała na chłopaka.
- Nie,właśnie mi przerwaliście. - Uśmiechnął się
- Ew.- Ash przewróciła oczami. - Zrobię to za ciebie. Chłopaki wpadli na pomysł,żebyśmy pojechali pod namioty do lasu. Będzie super! - Krzyknęła. - Więc... i co ,i co,i co? - Spytała,robiąc minę zbitego psa,patrząc mi się w oczy.
Odpowiedziałam uśmiechem,myśląc czy to rzeczywiście dobry pomysł.Po chwilce namysłu,odpowiedziałam,że możemy spróbować.Harry odetchnął z ulgą,ciesząc się,że nie wyśmiałam ich w twarz.
- Okej. - Przerwał Justin. - To szykujmy się,jutro,z samego rana wyjeżdżamy. - Spojrzał na nas,po czym wziął Anastasię za rękę,by wszystko spakować. Również wyjęłam fioletową torbę z szafy. Popatrzyłam na nią i zaczęłam się zastanawiać,ile czasu spędzę z nimi na odludziu,nie powiedzieli mi tego.
- Em,Harry? - Spytałam cicho.
- Słucham cię,księżniczko. - Powiedział,nie odrywając wzroku znad mapy,którą właśnie analizował.
- Ile czasu macie zamiar nas tam więzić? - Lekko zachichotałam,przyglądając się reakcji zielonookiego chłopaka.
Chłopak przewrócił oczami. - Dwa tygodnie. - Uśmiechnął się i powrócił do przyglądania się trasie. - A będziemy tam jechać ze dwie godziny,jeśli dobrze pójdzie.
W odpowiedzi pokiwałam lekko głową i zaczęłam szukać ubrań,które mogłabym poniszczyć.Nie było ich wiele,ale wzięłam wszystkie jakie miałam.Znalazłam stare dresy i wyciągniętą koszulkę mojego taty.Przypomniało mi się,jak spałam w niej,za każdym razem,gdy wyjeżdżał na długo.Rozpłynęłam się w myślach,patrząc na biały t-shirt.Z myśli wygoniła mnie Anastasia,która weszła do mojego pokoju.
-Annie,możesz pożyczyć mi skarpetki? Zabrakło mi jednej pary. - zaśmiała się.
- Oczywiście. - Uśmiechnęłam się,po czym wstałam i z dolnej szuflady wyjęłam czarne skarpetki.Podałam jej je i wróciłam do pakowania ubrań.
- A ty? - spojrzałam na loczka. - Spakowałeś się już? - Spytałam
- Nie,właśnie się zbieram,żeby wrócić. - Powiedział,odwracając wzrok w moją stronę. - Może chciałabyś mi pomóc? - Spytał z uśmiechem na twarzy.
Gdy się zgodziłam,przytulił mnie i pociągnął mnie lekko,bym zeszła razem z nim w dół,po schodach.Znaleźliśmy tam tylko Louisa,chłopak kazał mi zawołać swoje przyjaciółki oraz Justina.
Po chwili wykonałam jego prośbę i weszłam do pokoju Ashley,gdzie wszyscy byli.
- Chłopaki was proszą na dół. - Po tych słowach,czekałam aż koleżanki wygrzebią się z pokoju.
Zeszliśmy na dół i czekaliśmy na przekazanie tego,co mają nam do powiedzenia.
- Ehem. - Louis odchrząknął. - Więc,wy już się spakowałyście,teraz czas na nas.Zawieziemy was do naszego domu,pomożecie nam się spakować,chcecie? - Szatyn uśmiechnął się,a następnie przeleciał wzrokiem wszystkich,którzy stali w pomieszczeniu.
Zgodziłyśmy się,byłyśmy ciekawe gdzie mieszkają i jak wygląda ich dom.
Wsiedliśmy do minivana Louisa,którym zazwyczaj jeździli.
O dziwo,okazało się,że mieszkali tylko trzy alejki od nas,ale nigdy nie widzieliśmy tego domu.
Weszliśmy,byłyśmy zaciekawione.Dom był zadbany i czysty.
- Hm. - uśmiechnęłam się. - Jest ładniej niż u nas,muszę was pochwalić chłopcy. - Uśmiechnęłam się a następnie poczochrałam Harrego po włosach.
Weszliśmy na górę i każdy z chłopaków,wziął nas do swoich pokoi.Weszłam do sypialni Harrego,chłopak zamknął drzwi i rozejrzał się wokół.Odetchnął głęboko.
- Więc. - Przerwał. - Bierzmy się do roboty. - Zrobił głupkowaty uśmieszek,a następnie otworzył szafę.- Możesz wyjąć czarną torbę spod łóżka? - Poprosił ładnie.
- Oczywiście. - Schyliłam się i próbowałam wyjąć torbę,niestety moje ręce były za krótkie i miałam mały problem.Po chwile udało mi się i podałam ją chłopakowi.
**Oczami Ashley**
Weszliśmy do pokoju i usiadłam na łóżku.
- Cóż. - Rozejrzałam się. - Muszę przyznać,że bardzo ładnie tu masz. - Uśmiechnęłam się i spojrzałam na szatyna.
- Dziękuję. - Powiedział,nie odciągając wzroku z bluzek,które oglądał.
- Może pomóc? - Powiedziałam niepewnie.
- Dziękuję. - Przerwał. - Możesz znaleźć dresy,które leżą gdzieś w łazience? - Uśmiechnął się. - Jeśli to nie problem. - Dokończył.
- Jasne,pomogę ci. - Uśmiechnęłam się,a następnie zsunęłam się,z dość wysokiego łóżka.Wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi oraz zaczęłam się rozglądać.Po mojej lewej stronie,znalazłam drzwi do łazienki.Pierw zapukałam,by upewnić się,czy nikomu nie przeszkodzę,a następnie weszłam do środka.Łazienka była w stanie idealnym,byłam pod wielkim wrażeniem,chłopaki raczej wydawali się być bałaganiarzami.Zauważyłam,że spodnie Lousia leżą na koszu,tuż przy prysznicu,zabrałam je i pośpiesznym krokiem wróciłam do chłopaka.
- Proszę,chyba chodziło o te? - Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam do Lou rękę,w której trzymałam dresy.
- Tak,słoneczko. - Przerwał. - Chodziło o te. - Uśmiechnął się,chwycił spodnie i pocałował mnie w czoło.
Odwzajemniłam to uśmiechem,a następnie spowrotem wdrapałam się na jego wysokie łóżko.
Przyglądałam się jak chowa swoje ubrania do walizki,robił to bardzo starannie.
Cały dzień spędziliśmy u chłopaków.Zaczęło się ściemniać,pomyślałam,że powinnyśmy już wrócić do domu.
- Louis? - Spytałam chłopaka,który zapinał już swój bagaż.
- Słucham? - Spytał się mnie,po czym,popchnął nogą walizkę pod łóżku i poszedł do mnie. - Coś się stało? Potrzebujesz czegoś? - Z troską wypytywał.
- Myślę,że powinnyśmy już wracać do domu.Możesz nas odwieść?
- Musisz? Jest jeszcze wcześnie,ale skoro i tak jutro skoro świt się widzimy... - Przerwał.
- Co chcesz powiedzieć? - Ciekawa zapytałam
- To może zostaniecie na noc? - Zapytał,przyglądając się mojej reakcji.
- No nie wiem czy to dobry pomysł,Lou. - Opuściłam wzrok.
- Dlaczego? - Złapał mnie za ramiona. - Damy wam nasze pokoje,będziemy spać w salonie. - Mówił przejęcie.
- Dobrze. - Urwałam. - Ale musisz spytać o zdanie moje przyjaciółki.
Louis zawołał wszystkich do swojego pokoju i przedstawił pomysł.Wszyscy byli zachwyceni i zgodzili się.Justin zabrał kluczyki i razem z Anastasią pojechali po nasze spakowane torby.
Byłam wyczerpana całym dniem,położyłam się na łóżku Tomlinsona i nawet nie wiem kiedy,zasnęłam.
Śnił mi się bal,nasze pierwsze spotkanie,pierwsze słowa.Nagle poczułam lekkie pocałunki na szyi.Otworzyłam oczy i ku moim oczom pokazał się Louis,przytuliłam go,a następnie usiadłam,rozejrzałam się.Było ciemno.
- Która godzina? - Przetarłam oczy. - Musiałam zasnąć,byłam okropnie zmęczona.
- Jest czwarta nad ranem. - Szatyn uśmiechnął się. - Spałaś prawie całą noc. - Pocałował mnie i wyszedł z pokoju,kierując się w stronę kuchni. - Kiedy będziesz gotowa,to zejdź na śniadanie,wszyscy już czekają. Krzyknął,oddalając sie.
Wstałam z łóżka i założyłam koszulę Louisa,która leżała obok łóżka.Poprawiłam koka,który plątał mi się po twarzy,założyłam czarne vansy i zeszłam na dół.Nieprzytomnie przywitałam się z przyjaciółkami,oraz usiadłam na krześle,które było wolne.
Śniadanie zrobił Justin,muszę przyznać,że nie było najgorsze.
- A mogę spytać,co to jest? - Zachichotała Anastasia.
- To jest jajecznica. Wiesz,rozwalone jajko.. - Przerwał Justin.
- Wiem.Ale muszę przyznać,że nigdzie jeszcze takiej nie widziałam. - Uśmiechnęła się i zaczęła się droczyć z Justinem.
- Bo jestem oryginalny. - Posłał jej uśmiech.
Gdy zjadłam,leniwie podniosłam się z krzesła,żeby umyć talerz.
- Co ty robisz? - Spytał Louis,patrząc na mnie jakbym zwariowała.
- Myję talerz.Tak się zazwyczaj robi,przynajmniej u nas. - Odpowiedziałam,nie wiedząc trochę o co mu chodzi.
- Ale u nas jest takie coś jak zmywarka.Włóż tam brudne naczynia. - Zaśmiał się.
- Rzeczywiście. - Walnęłam się ręką w czoło i zrobiłam to co szatyn powiedział.
Gdy wszyscy odeszli już od stołu,poszliśmy na górę by zabrać nasze bagaże.Trochę tego było,więc musieliśmy wszystko na siłę upchać do bagażnika,jakimś cudem nam się udało.Louis usiadł za kółkiem,a ja tuż obok niego,na miejscu pasażera.Anastasia i Jusin zaraz za nami,a Annie z Harrym na końcu.Upewniliśmy się czy wszyscy zabrali i zrobili to co mieli i ruszyliśmy w drogę.Czekała nas dwu godzinna podróż.
Słuchaliśmy muzyki,śpiewaliśmy i śmialiśmy się.
- Ej,mamy problem. - Powiedział Justin.
- Co chcesz? - Louis i Harry odpowiedzieli zgodnie,po czym zaśmiali się.
- Nie wziąłem ipoda. Nie wytrzymam bez niego,umrę.Musimy wrócić.
- Justin.. - Louis urwał. - Serio oczekujesz,że po pół godzinnej przejażdżce,wrócę się do domu po twojego durnego ipoda? - Powiedział spokojnie.
- Tak.
- To się mylisz. - Lou lekko krzyknął i spowrotem skupił się na drodze.
Justin nie odezwał się już ani słowem.Anastasia zasnęła,a jej głowa opadła na ramię jej partnera.Do głowy wpadł mi cudowny pomysł,by zrobić im zdjęcie.Wyjęłam z mojej torebki aparat fotograficzny,ale pech chciał,żeby lampa błysnęła jej po oczach.
- Co ty robisz?! - Krzyknęłam Anastasia
- Nic,ładne słońce jest. - Głupio się uśmiechnęłam.
- Oddawaj mi to! - Przyjaciółka krzyczała na mnie i próbowała zabrać mi aparat,aby usunąć zdjęcie.
- Dziewczyny..- Przerwał Louis. - Proszę,nie trzęście moim fotelem,chyba że chcecie zginąć. - Powiedział spokojnie,ciągle patrząc na leśną drogę.
Uspokoiłyśmy się i usiadłyśmy spokojnie.Dojeżdżaliśmy już na miejsce,wjechaliśmy w las,była godzina siódma rano,nie było tam nic ani nikogo,była mgła i wyglądało to trochę przerażająco.
Kiedy szczęśliwie wyszliśmy z samochodu,chłopaki wzięli się za rozkładanie namiotu,a my zaczęłyśmy spacerować wokół drzew.
- Było całkiem zabawnie. - Powiedziałam.
- Tsa. -Od parsknęła Anastasia.
- No przepraszam. - Urwałam. - Zdjęcia już nie ma,usunęłam.
Anastasia odpowiedziała uśmiechem.Plotkowałyśmy spory czas,gdy przerwało nam wołanie chłopaków.
- Możecie poszukać jakiś gałązek? Zrobimy ognisko.Robi się zimno. - Powiedział Justin,patrząc się na nas.
Zgodziłyśmy się i ruszyłyśmy ku lasowi,było popołudnie i rzeczywiście robiło się okropnie chłodno.Leniwie nazbierałyśmy jakiś liści i gałęzi oraz wróciliśmy do miejsca,gdzie przez jakiś czas będziemy mieszkać.
Usiadłyśmy na rozkładanych krzesełkach,które zabraliśmy z domu,a chłopcy okryli nas kocami.Patrzyłyśmy w ciszy,jak ogień powoli rozbłyska.
- Chcecie coś? Jesteście głodne? - Troskliwie spytał Justin.
- Dziękujemy,ale nie. - Powiedziala Annie
**Oczami Anastasii**
Cały dzień spędziłyśmy na plotkowaniu i siedzeniu na krześle,przy ciepłym ogniu.
Nasi partnerzy nie mogli usiedzieć na miejscu i ciągle się wygłupiali,bili,opowiadali żarty.
- Przestańcie się pchać! - Krzyknęłam. - Zaraz któryś z was wyląduje w ogniu. Zobaczycie. - Nerwowo zwróciłam się do chłopaków. - Gorzej niż dzieci,wiecie? - Spytałam.
- Wiemy. - Powiedzieli zgodnie.
Justin uderzył Harrego w twarz i zaczęli się gonić.Po chwili zniknęli w namiocie.Z nami został tylko Louis.
- Która jest godzina? - Spojrzałam na chłopaka.
- Wpół do dziesiątej. - Chłopak uśmiechnął się,a następnie potarł swoje ramiona,patrząc w ziemię.
- Coś nie tak? - Spytałam troskliwie.
- Wszystko okej,tylko trochę zmarzłem.Nie obrazicie się jeśli pójdę do namiotu,do chłopaków? - Spytał wstając z krzesła.
Odpowiedziałyśmy,że nie będzie nam to przeszkadzało i zostałyśmy same.
Grzebałyśmy patykami w ognisku i miałyśmy z tego ubaw,zupełnie jak małe dzieci.
- On jest słodki prawda? - Spytałam i przerwałam na moment. - Prawda,nie musicie odpowiadać. - Zaczęłam się śmiać,a dziewczyny razem ze mną.
- Mnie też Louis odpowiada. - Powiedziałam cicho,żeby nie usłyszeli o czym rozmawiamy.Zaczęłyśmy plotkować o nich.
- Wydaje mi się,że to odpowiedni facet dla mnie. - Annie się rozmarzyła.
- Oni wszyscy są dla nas odpowiedni. - Uśmiechnęłam się.
Rozmarzyłyśmy się na ich temat i siedziałyśmy w ciszy dłuższą chwilę.
- Nie wiem,jak wam,ale ja usycham. - Powiedziałam,łapiąc się za gardło.
Ashley i Annie również chciało się pić.Owinęłam się mocniej kocem,wstałam i poszłam w stronę namiotu chłopaków,by zabrać od nich butelkę wody.Gdy rozpięłam namiot i weszłam do środka,zauważyłam,że nikogo tam nie ma.Pomyślałam,że pomyliłam namioty i weszłam do drugiego.Tam również nikogo nie było.Serce zaczęło mi bić jak szalone,wyszłam i rozejrzałam się,czy może nie siedzą gdzieś obok,ale niestety nie. Pośpiesznym krokiem poszłam do koleżanek.
- Boże. - Powiedziałam zrozpaczona,wypuszczając kilka łez.
- Co? Nie wzięłyśmy picia? - Annie zaśmiała się.
- Nie. - Urwałam. - To nie jest śmieszne.
- Więc co się stało? Annie spytała,w ogóle się nie martwiąc.
- Chłopaków nie ma. - Powiedziałam przerażona. - Zostawili nas.
- Może są w drugim namiocie,patrzyłaś? - Ash wtrąciła się do rozmowy.
- Tak,patrzyłam,nie ma ich w żadnym. - Otarłam twarz.
- Nie panikuj,może poszli się załatwić?Na pewno zaraz wrócą. -Ashley spokojnie powiedziała,zakładając nogę na nogę.
- Może..- Powiedziała,trochę się uspokajając i usiadłam na krześle.
Ciągle o tym myślałam,nie wydawało mi się,by poszli się załatwić wszyscy na raz.Zaczęłyśmy rozmawiać o ubraniach i próbowałam zapomnieć.Gdy nie wrócili po dziesięciu minutach,zdenerwowałam się jeszcze bardziej.
- Dziewczyny,już ich nie ma długo. - Mówiłam roztrzęsiona.
- Daj im swobodę,nie są małymi dziećmi.- Odparła Ashley,patrząc na dym z ogniska.
Niby miała rację,nie odpowiedziałam jej,więc zaczęłam dyskusję na temat lakierów do paznokci,żeby się ogarnąć.Po jakimś czasie zupełnie udało mi się zapomnieć. Gadałam z Annie na temat kosmetyków do włosów,ale dyskusję przerwała nam Ashley.
-Wiecie co? Anastasia chyba miała rację,nie ma ich czterdzieści minut.. - Powiedziała lekko zdenerwowana.
Wywróciłam oczami. - Mówiłam,że coś nie tak.Gdyby poszli się wysikać,to myślę,że by nam powiedzieli. - Mówiłam.
Wstałyśmy i zaczęłyśmy szukać wzrokiem po okolicy,ale nie było tam żywego ducha.Poszłyśmy dalej,było ciemno,miałyśmy tylko latarkę w telefonie.Cholernie się bałyśmy,a zarazem martwiłyśmy się i bałyśmy,że znów nas zostawili,że zrobili na nas wspaniałe wrażenie,wywieźli nas do ciemnego lasu i porzucili.Nie wierzyłam,że dałyśmy się tak łatwo nabrać.Poszłyśmy bardzo daleko od tego miejsca,gdzie się rozstawiliśmy i straciłyśmy orientację.
- Myślę,że przyszłyśmy stamtąd. - Powiedziała Ashley,pokazując palcem za siebie.
- Nie. Przyszłyśmy stamtąd. - Pokazałam w lewą stronę.
Bardzo się bałyśmy,nie dość,że nas zostawili to jeszcze się zgubiłyśmy.Cudowne zakończenie dnia.Nagle usłyszałam jak coś rusza się w krzakach.Poświeciłam w to miejsce latarką i od razu pomyślałam: " Super.Już po nas." Mocno przytuliłam się do dziewczyn,ze strachu nie byłyśmy w stanie się ruszyć.Stałyśmy i czekałyśmy na naszą śmierć.W pewnym momencie poczułam,jak coś łapie mnie za nogę.Byłam jeszcze bardziej przerażona,nie mogłam nawet się odwrócić,by sprawdzić co lub kto właśnie próbuje mnie zabić.Łzy poszły mi z oczu,kiedy nagle zatkano mi buzię ręką,a moje dłonie zostały ściśnięte.Dziewczyny zamknęły mocno oczy,nie chciały nic widzieć.Zaczęłam krzyczeć jak najgłośniej tylko umiałam,z nadzieją,że któryś z chłopaków mnie usłyszy.Gdy nic nie pomagało,kopnęłam mężczyznę w krocze.
- Cholera,Anastasio,to bolało. - Mężczyzna powiedział schrypniętym głosem,a następnie pochylił się z bólu.
Poznałam ten głos.Odwróciłam się i ku moim oczom pokazał się Justin.Chłopak wstał trzymając się za kroczę cicho jęcząc.Z mojej lewej strony z krzaków wyszedł Harry z Louisem, którzy się śmiali w niebo głosy.Cała roztrzęsiona uderzyłam Justina w ramie,na co on do mnie podszedł i mnie przytulił,szepcząc mi do ucha
-Nie spodziewałem się że aż tak Cię wystraszę,ślicznotko.-zabrzmiał jego głos.Na znak odpowiedzi posłałam mu wredny uśmieszech. Przetarł lekko palcem mój policzek jednocześnie wycierając łzę,spowodowaną strachem.Patrzył mi oczy,lekko się uśmiechając.Ashley podeszła do Louisa,pytając się czy z jego głową jest wszystko w porządku,na co chłopcy zaczęli się śmiać
******
Ruszyłam z dziewczynami w stronę namiotu,tak nam się przynajmniej wydawało,po kilku sekundach usłyszałam głos Justina
-Nie ta strona,w lewo-powiedział jednocześnie się uśmiechając.
W duszy chciałam się zaśmiać,mogłam to przewidzieć że idziemy w złą stronę.
-Przecież wiem,chciałam cie sprawdzić -odkrzyknęłam do chłopaka.
Justin podszedł do mnie,splótł nasze palce,prowadząc mnie do namiotu.Do końca spaceru przyglądaliśmy się sobie.Staliśmy przy moim namiocie.Nie chciałam iść spać ale moje powieki robiły się coraz cięższe.Justin szybko cmoknął mnie w usta,i ruszył w stronę swojego namiotu,podążałam oczami za Justinem,chłopak się odwrócił i bez używania głosu powiedział "Kocham Cię".Weszłam do namiotu i położyłam się koło dziewczyn które już spały.Kładąc głowę na poduszce w padłam w objęcia Morfeusza.
_________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
NASTĘPNY ROZDZIAŁ POWINIEN BYĆ W NIEDZIELE JAK SIĘ UDA WCZEŚNIEJ,TO BĘDZIE WCZEŚNIEJ ILY <3
Genialne! xoxo
OdpowiedzUsuńprzeczytałam tylko jeden rozdział i od razu mnie zainteresowało, fajne :)
OdpowiedzUsuńŚwietne;) czekam na następny:))
OdpowiedzUsuń@maooho
kdnfdkjgjg\ louis najlepszy gihrdkslzh <3
OdpowiedzUsuńnaprawdę podoba mi się jak piszesz <3 jestem twoją fanką <3
OdpowiedzUsuńCzytam sobie i czytam i jestem pod wrażeniem <3 KOCHAM
OdpowiedzUsuń