Uwolniłam kilka łez,byłam bardzo przerażona.Od razu skierowałam się w stronę moich przyjaciółek,opowiedziałam im o zajściu,o Justinie i o broni.Dziewczyny na początku nie uwierzyły,myślały,że zmyślam i kazały mi zająć się swoim 'kochasiem'. Odeszłam od nich,ale bałam się podejść znów do Biebera.W jednej sekundzie stał się w moich oczach bandytą. Więc na czym polegała jego praca? Na mordowaniu? Kradzieży? Napadaniu? Tego mogę się tylko domyślać. Usiadłam na kamiennych schodkach obok opuszczonego magazynu,obok mnie stała para,która całowała się.Przyglądałam się im bacznie,moje myśli przerwała zrozpaczona Ash.
-Jezu.. - przerwała ocierając łzy. - Miałaś rację,nie kłamałaś! - Krzyknęła.
-Mhm,co ty nie powiesz.. - Cicho powiedziałam. - Co się stało?
-Louis mnie przytulił i poczułam coś twardego w jego kieszeni spodni. -Mówiła przejęcie
- Taaak? - Udawałam,że nie wiem o co chodzi. - I co to było? - Spytałam,robiąc wrażenie zaciekawionej.
- To był pistolet.Kazałam mu pokazać. - Zaczęła opowiadać. - Utrzymywał,że potrzebne mu jest to do pracy oraz obrony. - Mówiła cicho,by Tomlinson tego nie usłyszał.
- No popatrz... - Urwałam,myśląc chwilę. - A gdzie Annie?
Ashley wzruszając ramionami,rozejrzała się dookoła.Naszej koleżanki nigdzie nie było.Wołałyśmy ją,ale nie zjawiła się.Serce podskoczyło nam do gardeł,ponieważ zauważyłyśmy,że pana Harrego oraz jego wozu również nie ma.Nerwowo wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Annie,niestety nie udało mi się.Nie było zasięgu.Szybko zaczęłam szukać miejsca,z którego mogłam się skontaktować z przyjaciółką.Udało mi się to po dłuższej chwili.Owszem,sygnał był,ale niestety bez odpowiedzi drugiej strony.Próbowałam do skutku,niestety tylko na darmo się męczyłam.W pewnym momencie,między drzewami zobaczyłam jaskraworóżowy sweterek.Dokładnie taki jak miała Annie.Zniknął mi sprzed oczu,ale poszłam w tamtą stronę.Chwilę idąc,znalazłam rozweseloną Annie z panem Stylesem.
- Kobieto,gdzie ty byłaś?! Wiesz jak się martwiłyśmy?! Pewnie nie! - Bez chwili namysłu,zaczęłam krzyczeć na przyjaciółkę.
- Jezu. Wywróciła oczami. - Nie mogę już nawet porozmawiać z kolegą? - Zapytała z pretensją.
Dałam spokój i nie odpowiedziałam.
-Muszę ci coś opowiedzieć. - Pociągnęłam ją za rękę.
Zdziwiona spojrzała się na Harrego i poszła za mną.
- Możesz mi nie przerywać?! - Wykrzyczała mi prosto w twarz.
- Jezu,próbuję cię uratować. - Przewróciłam oczami. - Ale skoro nie chcesz...- Urwałam,idąc w stronę Ashley.
- Nie! Stój! - Krzyknęła. - Co chciałaś powiedzieć? - Spytała zaciekawiona.
- Czy Styles powiedział ci,jak pracują?- Spytałam.
Annie odparła,że nie,ale miała zamiar się zapytać.Opowiedziałam jej historyjkę z pistoletami. Koleżanka zdziwiła się i podeszła do Harrego.
- Masz broń? - Spytała jakby nigdy nic. Jakby to była najbanalniejsza rzecz na świecie.
Odpowiedział,że ma. Annie postanowiła to przemilczeć,odeszła szybkim marszem od chłopaka i wszystkie trzy udałyśmy się w stronę najbliżej drogi. Obgadałyśmy to,co przed chwilą się wydarzyło.Byłyśmy załamane,a do domu miałyśmy naprawdę spory kawałek,a nasi chłopcy nie raczyli nawet za nami pójść,zero,to mnie najbardziej bolało,chłopak którego pokochałam nawet nie przejął się tym że się go boję.Łzy napłynęły mi do oczu.Nie spytali nawet czy chcemy,by nas podwieźli.Chciałyśmy nawet złapać pierwszy,lepszy autobus,a nie było tam ani jednego przystanku.
Nie miałyśmy jak wrócić,ale byłyśmy tak zdesperowane,że poszłyśmy na piechotę,na szczęście znałyśmy kierunek drogi.
W domu byłyśmy po dwóch godzinach marszu bez przerwy.Byłyśmy wyczerpane i wyglądałyśmy jak wraki ludzi.
Usiadłyśmy na naszej kanapie w salonie,zaczęłyśmy płakać.Wydawało się,że chcieliby nas zabić.Czułam się jakby Justin próbował mnie wykorzystać.Ciężko powiedzieć co wtedy czułam,ale wiem na pewno że był to okrutny ból, którego nie łatwo było się pozbyć.Nie chcę go nigdy więcej widzieć.Kocham go.Nie wiedziałam co mam robić w takiej sytuacji.Zadawałam sobie pytanie,"co teraz mam zrobić?", najgorsze jest to że nie znam na to pytanie odpowiedzi.Siedziałam z dziewczynami i razem,zaczęłyśmy rozmawiać i zastanawiać czy jest jakiś sens się z nimi spotykać.Były załamane,Annie ze szczęśliwej zakochanej pary stała się osobą która miała ochotę skoczyć z ostatniego piętra-opowiadała cała zapłakana,Ashley zaczęła swoją wypowiedź cała we łzach
Ja....-urwała-Ja....go pokochałam-mówiła szlochając,-Tak po prostu mam o nim zapomnieć? -kontynuowała zapłakana.-Chcę po słuchać jego wyjaśnień ,chcę zobaczyć co będzie miał mi do powiedzenia -rzekła.
-Ash,problem jest w tym że im nie zależy....-zaczęłam bardziej unosić się od płaczu.Myśl że Justin ten słodki,ten z balu,okazał się mordercą ?-...im po prostu nie zależy,jakby im zależało już dawno by koło nas siedzieli.A widzicie ich tu ?..NIE!!-krzyknęłam cała w złości i szybkim krokiem ruszyłam na górę.
-Anastasia,nas też to strasznie boli,ale chyba najważniejsze że mamy siebie nawzajem -Annie uniosła się w płaczu, krzycząc za mną.
Zignorowałam ją,chciałam pobyć sama.
***OCZAMI ASHLEY****
Po 15 minutach z Annie stwierdziłyśmy że pójdziemy do Anastasii,zobaczyć jak się czuję,ale niczego nadzwyczajnego się nie spodziewałyśmy.Otworzyłam drzwi do pokoju przyjaciółki,ona spała.Annie położyła się koło niej,wskazała ręką na łóżko żebym zrobiła to samo.Położyłam się koło Annie,myślałam jeszcze przez dłuższą chwilę.
Wstałam rano,złość nam trochę przeszła,ale w głowie nadal miałyśmy tylko ich. Annie i Anastasia jeszcze spały.Leniwie podniosłam się z łóżka i zeszłam na dół. Włączyłam telewizor na poranne wiadomości,zrobiłam płatki na mleku i usiadłam na kanapie.Po chwili przypomniałam sobie,że na blacie został mój telefon.Odblokowałam go i spojrzałam na godzinę,była 6:48. W tle zobaczyłam małą kopertę.Otworzyłam ją i ku moim oczom ukazało się '' Przepraszam cię ''. Zupełnie nie kojarzyłam numeru,ale nagle coś mi się przypomniało.Przypomniało mi się,że numer zaczynał się dokładnie tak samo,jak Lou.Zerwałam się szybko na górę,szukając malutkiej karteczki,którą wręczył mi Bieber.Tak jak się spodziewałam,był to sms od Tomlinsona,nie odpisując na niego,pobiegłam obudzić koleżanki.
- Ej!! Obudźcie się!! - Krzyczałam skacząc po łóżku. - Szybko!! Wstawajcie!! - Krzyczałam coraz głośniej.
W tej samej chwili spojrzały na mnie,dwa zaspane wzroki.
- Wiecie kto do mnie napisał?! - krzyknęłam
- Święty mikołaj? - Annie spytała z naburmuszoną miną. - Która godzina?
- Nie godzina jest teraz ważna. I nie. To nie Święty Mikołaj. Napisał Louis,przeprosił mnie.
- I co teraz zrobisz? Tak po prostu mu wybaczysz? - Rzuciła Annie.
- Sama nie wiem co mam robić. - Łzy same napłynęły mi do oczu. - Kocham go. - Zaczęłam szlochać.
Koleżanki przestały mnie słuchać i poszły spać dalej.Zostałam z problemem sama,ale pomyślałam,że muszę być silna.Z powrotem usiadłam przed telewizorem,kończąc jeść śniadanie.Usłyszałam trąbienie klaksonu sprzed domu.Byłam pewna,że to listonosz,który odwiedzał nas każdego ranka.Odsłoniłam zasłony by się upewnić i przestałam wierzyć własnym oczom.Zamiast zobaczyć biały busik naszego listonosza,przede mną ukazał się czarny wóz.Był mi niesamowicie znajomy,jednak za żadne skarby świata,nie mogłam sobie przypomnieć,gdzie wcześniej widziałam ten samochód. Dostałam kilka wiadomości na telefon,ale zignorowałam je.W czasie gdy przyglądałam się wozowi,wyszedł z niego kierowca.Widać było na pierwszy rzut oka,że był bardzo zniecierpliwiony.Gdy odwrócił się w moją stronę,poznałam,że to jest Louis. Ten sam szatyn,którego poznałam na balu.Okropnie się wystraszyłam i pobiegłam do przyjaciółek.Opowiedziałam im,kto stoi na naszym parkingu.Zerwały się jak najszybciej z łóżka i pobiegły do okna w salonie.Nie mogły uwierzyć,tak samo jak ja.Chłopak po chwili,gdzieś zadzwonił i w tym momencie,przyjechali jego koledzy - Justin i Harry. Nie miałyśmy pojęcia,w jakim celu nas odwiedzili,bałyśmy się.Szatyn niepewnie podszedł do drzwi i zapukał.Dziewczyny kazały przywitać naszego gościa,a same uciekły ponieważ były w piżamach.
Po malutku otworzyłam wejściowe drzwi.Chłopak gdy tylko mnie zobaczył,zrobił minę zbitego psa.
- Czegoś tu szukasz? Niestety przyjaciół tu nie znajdziesz. - Rzekłam.
- Chciałem was przeprosić,tak samo jak Harry i Justin. - Powiedział spokojnie.
- Cóż...w takim razie wejdź,zapraszam. - Otworzyłam szerzej drzwi i zaprosiłam ich do środka.
Wszyscy weszliśmy do środka,udawałam twardą,ale w środku miękłam jak gąbka.
- Kawa? Herbata? - Spytałam i popatrzyłam na nich.
Pokiwali głową na nie i rozglądali się po całym domu.
- Ahh.. - Przerwałam,łapiąc się za głowę. - Zapomniałam. Laski się szykują,zaraz wejdą. - Uśmiechnęłam się lekko,sprzątając talerz ze stołu.
Krępująca cisza trwała strasznie długo,w duchu modliłam się,by moje przyjaciółki szybko do mnie przyszły.
- Mmm.. - zaczęłam cicho. - Louis.Chyba chciałeś mi coś powiedzieć? Czy przyjechałeś tu tak sobie? Bez celu? - Poirytowana spytałam.
Chłopak się nie odezwał,ale po jego oczach,można było zauważyć,że nie takiego zachowania się po mnie spodziewał.Postanowiłam się nie odzywać i nie grabić sobie jeszcze bardziej,póki nie zeszły dziewczyny. Zabrały swoich chłoptasiów na górę a ja zostałam sam na sam z panem Tomlinsonem.
- Dlaczego taka jesteś? Co ja ci zrobiłem? - Spytał nerwowo.
- Hmm, no wiesz. Nic. - Uśmiechnęłam się sztucznie. - Po prostu wywiozłeś mnie do lasu,miałeś broń w kieszeni,ale mmm.. - Urwałam. - Masz rację,nic. - Mówiłam tak,jakby nic się nie stało.
- Słuchaj paniusiu. - Wstał i wolno zaczął iść w moją stronę. - Albo będziesz kurwa miła,albo.. - urwał.
- Albo co? - śmiejąc się spytałam. - Co mi zrobisz? - Arogancko się uśmiechnęłam.
- Mocno ścisnął mnie za rękę. - Słuchaj,lepiej nie zadzieraj. - Patrzył na mnie,z iskrami w oczach.
Nie odezwałam się,byłam przerażona,nikt tego nie słyszał.Uroniłam łzy.Zostałam sama.
Stanął przede mną patrząc mi się głęboko w oczy,pchnął mnie na lodówkę w kuchni,jednocześnie wyjmując pistolet który wylądował na mojej skroni
-Nie rób tego...-Jęknęłam w przerażeniu -....Albo strzel,zastrzel mnie,marze o tym,chcę umrzeć. -do końca się rozpłakałam.Louis popatrzył na mnie i odsunął się.Chciał mnie przytulić,zaczął przepraszać,odsunęłam się.Patrzyłam na niego zszokowana,rozejrzałam się po pomieszczeniu patrząc na miny Harrego i Justina którzy czekali na dziewczyny.
-Wynocha-krzyknęłam jednocześnie popychając Louis'a w stronę drzwi -...Nie chcę cie widzieć..-krzyczałam
-Ej Ash..-urwał-...wysłuchaj mnie..to było nie kontrolowane,nie chciałem...PRZEPRASZAM-powiedział zbliżając się do mnie,dzieliły nas centymetry.Louis mnie pocałował..
***Oczami ANNIE***
Zeszłam na dół,poszłam w stronę kuchni tam gdzie wszyscy byli.Zobaczyłam w kuchni Ashley,całującą się z Louisem.
-Co tu się dzieje?!-Krzyknęłam.Ash odsunęła się od Louis'a i pobiegła na górę.
-Dobrze, że cię widzę-powiedział Harry kierując się w moją stronę, jednocześnie łapiąc mnie za rękę.Patrząc na niego, słuchałam go dalej.
-Chciałem cię przeprosić,mogę się domyślać że się mnie przestraszyłaś-kontynuował przyglądając się uważnie mojej reakcji-Nie jestem taki,to moja praca,musisz to zrozumieć.
-Harry..-urwałam -...Pokochałam cię..-Do oczu napłynęły mi łzy.-..A później dowiaduję się że jesteś jakimś gangstą ? -Spytałam zapłakana.
-To nie tak...-rzekł
-A jak ?-spytałam
-Daj mi jeszcze jedną szansę,zobaczysz jaki na prawdę jestem,jedna szansa.-Mówił błagająco.
-Harry,to trudna decyzja nie po tym co zrobiliście-powiedziałam.Wyrwałam swoją dłoń Harremu,po czym ruszyłam na górę.
***OCZAMI ANASTASII***
Podchodząc do Justina,patrzyłam mu prosto w oczy,pocałował mnie,oraz przeprosił za całe zajście,próbował wszystko załagodzić. Zamknęliśmy się w pokoju na klucz i pocałowaliśmy się. Raz,drugi,trzeci...niestety wybaczyłam mu szybko.Za szybko.Ale nie żałowałam,cieszyłam się,że znów może być przy mnie.Nawet nie wiem,kiedy sie w sobie zakochaliśmy,wszystko szło tak szybko.On nie był taki jak inny.Był odmienny,tajemniczy,zagadkowy..By go poznać,trzeba przejść przez wiele korytarzy jego osobowości.
KONIEC ROZDZIAŁU 2
Ja....-urwała-Ja....go pokochałam-mówiła szlochając,-Tak po prostu mam o nim zapomnieć? -kontynuowała zapłakana.-Chcę po słuchać jego wyjaśnień ,chcę zobaczyć co będzie miał mi do powiedzenia -rzekła.
-Ash,problem jest w tym że im nie zależy....-zaczęłam bardziej unosić się od płaczu.Myśl że Justin ten słodki,ten z balu,okazał się mordercą ?-...im po prostu nie zależy,jakby im zależało już dawno by koło nas siedzieli.A widzicie ich tu ?..NIE!!-krzyknęłam cała w złości i szybkim krokiem ruszyłam na górę.
-Anastasia,nas też to strasznie boli,ale chyba najważniejsze że mamy siebie nawzajem -Annie uniosła się w płaczu, krzycząc za mną.
Zignorowałam ją,chciałam pobyć sama.
***OCZAMI ASHLEY****
Po 15 minutach z Annie stwierdziłyśmy że pójdziemy do Anastasii,zobaczyć jak się czuję,ale niczego nadzwyczajnego się nie spodziewałyśmy.Otworzyłam drzwi do pokoju przyjaciółki,ona spała.Annie położyła się koło niej,wskazała ręką na łóżko żebym zrobiła to samo.Położyłam się koło Annie,myślałam jeszcze przez dłuższą chwilę.
Wstałam rano,złość nam trochę przeszła,ale w głowie nadal miałyśmy tylko ich. Annie i Anastasia jeszcze spały.Leniwie podniosłam się z łóżka i zeszłam na dół. Włączyłam telewizor na poranne wiadomości,zrobiłam płatki na mleku i usiadłam na kanapie.Po chwili przypomniałam sobie,że na blacie został mój telefon.Odblokowałam go i spojrzałam na godzinę,była 6:48. W tle zobaczyłam małą kopertę.Otworzyłam ją i ku moim oczom ukazało się '' Przepraszam cię ''. Zupełnie nie kojarzyłam numeru,ale nagle coś mi się przypomniało.Przypomniało mi się,że numer zaczynał się dokładnie tak samo,jak Lou.Zerwałam się szybko na górę,szukając malutkiej karteczki,którą wręczył mi Bieber.Tak jak się spodziewałam,był to sms od Tomlinsona,nie odpisując na niego,pobiegłam obudzić koleżanki.
- Ej!! Obudźcie się!! - Krzyczałam skacząc po łóżku. - Szybko!! Wstawajcie!! - Krzyczałam coraz głośniej.
W tej samej chwili spojrzały na mnie,dwa zaspane wzroki.
- Wiecie kto do mnie napisał?! - krzyknęłam
- Święty mikołaj? - Annie spytała z naburmuszoną miną. - Która godzina?
- Nie godzina jest teraz ważna. I nie. To nie Święty Mikołaj. Napisał Louis,przeprosił mnie.
- I co teraz zrobisz? Tak po prostu mu wybaczysz? - Rzuciła Annie.
- Sama nie wiem co mam robić. - Łzy same napłynęły mi do oczu. - Kocham go. - Zaczęłam szlochać.
Koleżanki przestały mnie słuchać i poszły spać dalej.Zostałam z problemem sama,ale pomyślałam,że muszę być silna.Z powrotem usiadłam przed telewizorem,kończąc jeść śniadanie.Usłyszałam trąbienie klaksonu sprzed domu.Byłam pewna,że to listonosz,który odwiedzał nas każdego ranka.Odsłoniłam zasłony by się upewnić i przestałam wierzyć własnym oczom.Zamiast zobaczyć biały busik naszego listonosza,przede mną ukazał się czarny wóz.Był mi niesamowicie znajomy,jednak za żadne skarby świata,nie mogłam sobie przypomnieć,gdzie wcześniej widziałam ten samochód. Dostałam kilka wiadomości na telefon,ale zignorowałam je.W czasie gdy przyglądałam się wozowi,wyszedł z niego kierowca.Widać było na pierwszy rzut oka,że był bardzo zniecierpliwiony.Gdy odwrócił się w moją stronę,poznałam,że to jest Louis. Ten sam szatyn,którego poznałam na balu.Okropnie się wystraszyłam i pobiegłam do przyjaciółek.Opowiedziałam im,kto stoi na naszym parkingu.Zerwały się jak najszybciej z łóżka i pobiegły do okna w salonie.Nie mogły uwierzyć,tak samo jak ja.Chłopak po chwili,gdzieś zadzwonił i w tym momencie,przyjechali jego koledzy - Justin i Harry. Nie miałyśmy pojęcia,w jakim celu nas odwiedzili,bałyśmy się.Szatyn niepewnie podszedł do drzwi i zapukał.Dziewczyny kazały przywitać naszego gościa,a same uciekły ponieważ były w piżamach.
Po malutku otworzyłam wejściowe drzwi.Chłopak gdy tylko mnie zobaczył,zrobił minę zbitego psa.
- Czegoś tu szukasz? Niestety przyjaciół tu nie znajdziesz. - Rzekłam.
- Chciałem was przeprosić,tak samo jak Harry i Justin. - Powiedział spokojnie.
- Cóż...w takim razie wejdź,zapraszam. - Otworzyłam szerzej drzwi i zaprosiłam ich do środka.
Wszyscy weszliśmy do środka,udawałam twardą,ale w środku miękłam jak gąbka.
- Kawa? Herbata? - Spytałam i popatrzyłam na nich.
Pokiwali głową na nie i rozglądali się po całym domu.
- Ahh.. - Przerwałam,łapiąc się za głowę. - Zapomniałam. Laski się szykują,zaraz wejdą. - Uśmiechnęłam się lekko,sprzątając talerz ze stołu.
Krępująca cisza trwała strasznie długo,w duchu modliłam się,by moje przyjaciółki szybko do mnie przyszły.
- Mmm.. - zaczęłam cicho. - Louis.Chyba chciałeś mi coś powiedzieć? Czy przyjechałeś tu tak sobie? Bez celu? - Poirytowana spytałam.
Chłopak się nie odezwał,ale po jego oczach,można było zauważyć,że nie takiego zachowania się po mnie spodziewał.Postanowiłam się nie odzywać i nie grabić sobie jeszcze bardziej,póki nie zeszły dziewczyny. Zabrały swoich chłoptasiów na górę a ja zostałam sam na sam z panem Tomlinsonem.
- Dlaczego taka jesteś? Co ja ci zrobiłem? - Spytał nerwowo.
- Hmm, no wiesz. Nic. - Uśmiechnęłam się sztucznie. - Po prostu wywiozłeś mnie do lasu,miałeś broń w kieszeni,ale mmm.. - Urwałam. - Masz rację,nic. - Mówiłam tak,jakby nic się nie stało.
- Słuchaj paniusiu. - Wstał i wolno zaczął iść w moją stronę. - Albo będziesz kurwa miła,albo.. - urwał.
- Albo co? - śmiejąc się spytałam. - Co mi zrobisz? - Arogancko się uśmiechnęłam.
- Mocno ścisnął mnie za rękę. - Słuchaj,lepiej nie zadzieraj. - Patrzył na mnie,z iskrami w oczach.
Nie odezwałam się,byłam przerażona,nikt tego nie słyszał.Uroniłam łzy.Zostałam sama.
Stanął przede mną patrząc mi się głęboko w oczy,pchnął mnie na lodówkę w kuchni,jednocześnie wyjmując pistolet który wylądował na mojej skroni
-Nie rób tego...-Jęknęłam w przerażeniu -....Albo strzel,zastrzel mnie,marze o tym,chcę umrzeć. -do końca się rozpłakałam.Louis popatrzył na mnie i odsunął się.Chciał mnie przytulić,zaczął przepraszać,odsunęłam się.Patrzyłam na niego zszokowana,rozejrzałam się po pomieszczeniu patrząc na miny Harrego i Justina którzy czekali na dziewczyny.
-Wynocha-krzyknęłam jednocześnie popychając Louis'a w stronę drzwi -...Nie chcę cie widzieć..-krzyczałam
-Ej Ash..-urwał-...wysłuchaj mnie..to było nie kontrolowane,nie chciałem...PRZEPRASZAM-powiedział zbliżając się do mnie,dzieliły nas centymetry.Louis mnie pocałował..
***Oczami ANNIE***
Zeszłam na dół,poszłam w stronę kuchni tam gdzie wszyscy byli.Zobaczyłam w kuchni Ashley,całującą się z Louisem.
-Co tu się dzieje?!-Krzyknęłam.Ash odsunęła się od Louis'a i pobiegła na górę.
-Dobrze, że cię widzę-powiedział Harry kierując się w moją stronę, jednocześnie łapiąc mnie za rękę.Patrząc na niego, słuchałam go dalej.
-Chciałem cię przeprosić,mogę się domyślać że się mnie przestraszyłaś-kontynuował przyglądając się uważnie mojej reakcji-Nie jestem taki,to moja praca,musisz to zrozumieć.
-Harry..-urwałam -...Pokochałam cię..-Do oczu napłynęły mi łzy.-..A później dowiaduję się że jesteś jakimś gangstą ? -Spytałam zapłakana.
-To nie tak...-rzekł
-A jak ?-spytałam
-Daj mi jeszcze jedną szansę,zobaczysz jaki na prawdę jestem,jedna szansa.-Mówił błagająco.
-Harry,to trudna decyzja nie po tym co zrobiliście-powiedziałam.Wyrwałam swoją dłoń Harremu,po czym ruszyłam na górę.
***OCZAMI ANASTASII***
Podchodząc do Justina,patrzyłam mu prosto w oczy,pocałował mnie,oraz przeprosił za całe zajście,próbował wszystko załagodzić. Zamknęliśmy się w pokoju na klucz i pocałowaliśmy się. Raz,drugi,trzeci...niestety wybaczyłam mu szybko.Za szybko.Ale nie żałowałam,cieszyłam się,że znów może być przy mnie.Nawet nie wiem,kiedy sie w sobie zakochaliśmy,wszystko szło tak szybko.On nie był taki jak inny.Był odmienny,tajemniczy,zagadkowy..By go poznać,trzeba przejść przez wiele korytarzy jego osobowości.
KONIEC ROZDZIAŁU 2
super rozdział czekam na next :-*
OdpowiedzUsuńbardzo podoba mi się rozdział czekam na następny x
OdpowiedzUsuń@MMadridistaa
Super rozdział:) czekam na następny; *
OdpowiedzUsuń@maooho
Piękny. Nie mogę doczekać się następnego :*
OdpowiedzUsuńMiki xxx
Po pierwsze: cudowny wygląd bloga ♥
OdpowiedzUsuńPo drugie: naprawdę ciekawy rozdział, z niecierpliwością czekam na następny ;)
@Dancinonrainbow
Afkgjhfjsfkjsdl świetny,czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńStrasznie mi się podoba,ilysm ♥ /@kanapka_horana_
Świetny rozdział czekam na nn
OdpowiedzUsuńMogłabym być informowana?
Mrs_Ola_Bieber
wow niesamowity! nic dodać nic ująć :)
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział ,czekam ma następny !
OdpowiedzUsuńMój ulubiony póki co rozdział ;**
OdpowiedzUsuńCiekawy rozdział, choć zdziwiło mnie to, że dziewczyny tak łatwo wpuściły do domu po jednym 'przepraszam' ludzi, ktorzy przyłożyli im broń do ciała :) ale ogólnie bardzo ciekawe, piszcie dalej xx
OdpowiedzUsuń